Saturday, October 26, 2013

Dlaczego marzyłem o podróży do RPA

Czy marzycie o wycieczce do RPA? Istnieje wiele powodów żeby do RPA nie jechać. Najważniejsze są pieniądze, potrzebuję co najmniej dwa tygodnie wolnego z pracy, mam do zrobienia dużo w domu. Przeciwko tym wszystkim i innym niedogodnościom przemawia tylko jeden powód w mojej wewnętrznej walce żeby do RPA jednak pojechać. Jest to dziwne uczucie, nazwane w języku angielskim „Wanderlust”, nie mogę znaleźć odpowiednika w języku polskim. Jest to dziwny instynkt, odpowiedzialny za to że kupuję tyle magazynów i książek turystycznych. Z niewiadomych powodów ciągnie mnie w nieznane. Słownik języka angielskiego – Webster, wyjaśnia że „Wanderlust” to silne pragnienie lub impuls w kierunku wędrówki , zgłasza, nieco bardziej interesujące jest stwierdzenie, że jest to słowo to zapożyczone jest z języka niemieckiego na przełomie XIX wieku - wandern dosłownie oznacza "wędrować " - choć wanderlust zdezaktualizowało się w jego ojczystym języku. Czyli, pomimo że Niemcy wymyślili to słowo, prawie go nie znają i używają terminu "Fernweh", co przekłada się luźno „ból na odległość.” Zapytamy, skąd faktycznie pochodzi to aż bolesne pragnienie do podróżowania? Bruce Chatwin w książce „Anatomy of Resstlessness” napisał że istoty ludzkie posiadają wędrowny instynkt , który nakazuje im wędrować wielkie odległości w poszukiwaniu zieleńszej trawy. Zgadzam się, to częściowo wyjaśnia, dlaczego ludzie rozprzestrzenili się na całej Ziemi. Chatwin przechodzi do stwierdzenia, że wanderlust jest instynktem odziedziczonym od naszych przodków, zbieraczy i myśliwych, którzy tak jak Buszmeni ciągle to robią, wędrowali w poszukiwaniu wody i zwierząt. Pewne jest, że wanderlust inspiruje ludzi do ekstremalnych przygód w dziwnych miejscach. W 1910 roku gazeta „New York Times” doniosła że pewna młoda kobieta tłumaczy swoje postępowanie wanderlustem, kiedy znaleziono ją przebraną za chłopca. Opowiedziała niesamowitą jak na tamte czasy historię jak wielokrotnie zakładała męską odzież , aby nieskrępowanie zwiedzać okolice. Panna Tillson co jakiś czas dostaje pragnienia, które jej przyjaciele opisują jako „wanderlust”, opuszcza dom na pewien czas. Kiedyś, podróżowała przez dwa miesiące, udając chłopaka, pracowała na farmie w pobliżu Chester. W czasie innej podróży pracowała jako kelnerka w Nowym Jorku. jeszcze innym razem, została zatrzymana przez policję w Nyack, także stroju chłopca. Widzimy jak trudne, było podróżowanie 100 lat temu. Musiało być dziesięć razy trudniej dla kobiet. Należą jej się słowa uznania. Ciekawe co stało się z panną Tillson później?
Czujesz że żyjesz, kiedy otoczony jesteś lwami.

 
Jak pracuje „Wanderlust” w naszym przypadku? Wydaje mi się że jeśli przeglądacie blogi turystyczne, i natkniecie się przykładowo na wpis o RPA, zauważyć można coś co was zainteresuje. Zaczniecie szukać informacji w innych źródłach. Istnieje wiele wspaniałych portali o RPA. Można też odwiedzić Wikipedię i kupić przewodnik turystyczny. Za każdym razem, kiedy zdobywamy więcej informacji, coraz bardziej chcemy pojechać do RPA. Kiedy już uzbieraliśmy pieniądze i udało nam się pojechać na wycieczkę, może się okazać że trochę zawiedliśmy się. Nie mówię tutaj, że RPA nie jest ciekawym krajem. Wszystkie blogi i strony internetowe podają informacje o atrakcjach turystycznych, ciekawostki, jakie zwierzęta i tak dalej. Nie oznacza to że na naszej wycieczce do RPA zobaczymy wszystko o czym czytaliśmy. Nie uda nam się z pewnością zrobić zdjęć, jakie widzimy w magazynach turystycznych. Zajmuje to czasami długie miesiące zawodowym fotografom, żeby zrobić udane zdjęcie.

Sunday, October 13, 2013

Czy masz w sobie trochę zoophagy?

Frank Buckland - XIX wieczny przyrodnik, miał umowę z londyńskim zoo, że po śmierci któregoś z egzotycznych zwierząt, chciał mieć możliwość gotowania i jedzenia mięsa. Frank Buckland był popularnym pisarzem, ale jego prawdziwą pasją było to, co nazywał "zoophagy" czyli mało znane angielskie słowo znaczące jedzenie niezwykłych zwierząt. Takie dziwne zamiłowanie, jak na tamte czasy odziedziczył po ojcu, geologu i paleontolog Williamie Buckland. Zoo w Londynie udostępniło Frankowi dostęp do zwłok szeregu zwierząt z Afryki, w tym słonia, nosorożca i żyrafę. Buckland ugotował pie z nosorożca i serwował to danie na jednym ze swoich wykładów. Muszę przyznać że nigdy nie słyszałem o „zoophagy”, ale okazuje się że wielu turystów odwiedzających RPA życzy sobie odwiedzenia restauracji, gdzie podawane są dania z afrykańskiej dziczyzny. Kiedy jesteśmy w miejscu, gdzie podawany jest krokodyl, większość turystów wybiera właśnie krokodyla, bo jest to ciekawostką. Przyznam, że też uwielbiam degustację takich egzotycznych potraw, chociaż czasami może to być niebezpieczne. Kiedyś zerwałem z drzewa owoce, których nie znałem. Wydał mi się podobny do granata, dlatego postanowiłem go zjeść. Kiedy powiedziałem to znajomej, poradziła mi że powinienem pójść do lekarza na płukanie żołądka. Wiele owoców jest przecież trujących. Moje postępowanie wydawało się dziwne dla wszystkich, ale okazuje się że wielu ludzi robi podobnie. Wracając do tego nieznanego owocu - okazało się że zjadłem tree tomato, czyli rodzaj pomidora rosnącego na drzewie. Pomidory takie pochodzą z Ameryki Południowej i często spotykane są w RPA. Zrobiłem trochę googlowania. Znalazłem więcej informacji na temat „zoophagy”. Okazuje się że używane w RPA słowo „carnivore ” zastąpiło słowo „zoophagy”, ale słowa te znaczą to samo. W Johannesburgu jest nawet restauracja o nazwie Carnivore. Chyba nie muszę tłumaczyć, co tam jest podawane. Ciekawe czy w języku polskim mamy odpowiednik słowa zoophagy?