Showing posts with label szlak pieszy. Show all posts
Showing posts with label szlak pieszy. Show all posts

Wednesday, 4 January 2012

Szlaki piesze w RPA

W RPA istnieje wiele możliwości jeśli chcecie udać się na piesze zwiedzanie, od krótkich wycieczek pasujących dla rodzin z małymi dziećmi po tygodniowe wyprawy z przewodnikiem w dzikie rejony zamieszkiwane przez grubą zwierzynę. Sieć kilkudniowych szlaków, idealnych na wędrówki z własnym wyżywieniem pokrywa kraj, od Parku Narodowego Augrabies w Północnej Prowincji Przylądkowej po góry w Zachodniej Prowincji Przylądkowej obok Kapsztadu i Soutpansberg w prowincji Limpopo. Jedne trasy biegną wybrzeżem, inne przez trudne do zdobycia szczyty, często cały rok pokryte śniegiem, jeszcze inne wśród pachnących zarośli fynbosu w Zachodniej Prowincji Przylądkowej, albo sawann w Wolnym Państwie. Szlaki mają różną długość, od dwóch do ośmiu dni, ale często można zaliczyć tylko fragment. Na pierwszym miejscu listy najbardziej popularnych szlaków w RPA znajduje się Szlak Wydr (Otter Trail) na południowym wybrzeżu Prowincji Przylądkowej Wschodniej. Bardzo popularne są także szlaki Blyderivierspoort i Fanie Botha w Mpumalandze. Spośród wielu rezerwatów dostępnych dla amatorów aktywnego wypoczynku, za najbardziej malownicze uznaje się te w Górach Smoczych. Istnieją tu wyraźne ścieżki, ale nie musicie trzymać się wyznaczonego szlaku. Wędrówki z plecakiem wymagają doświadczenia i odpowiedzialności. W zależności od warunków pogodowych noce spędza się pod gołym niebem, w jaskiniach, albo najczęściej w małych namiotach. Wszystkie piesze wyprawy trzeba wcześniej zaplanować, ponieważ na popularnych szlakach z reguły nie sposób zarezerwować miejsc z dnia na dzień. Po zgłoszeniu rezerwacji i zapłaceniu całej kwoty, zwykle z rocznym wyprzedzeniem dostaje się mapkę, która zawiera przydatne informacje o klimacie, geografii, roślinności, zwierzętach na danym szlaku. Mapkę należy zatrzymać i zabrać ją ze sobą.

Monday, 28 June 2010

Safari piesze w Nelspruit obok Parku Narodowego Krugera

Miasteczko powstałe w czasie Gorączki Złota, Kaapsehoop, nie daleko od Nelspruit, zaraz obok Parku Narodowego Krugera słynie z dzikich koni i mgieł często pokrywających doliny i góry.

Pierwszy dzień pieszego safari jest zawsze najtrudniejszy. Trzeba zorganizować transport na szlak ze szlaku. Plecak musi być umiejętnie spakowany, najlepiej jest zabrać tylko niezbędne wyposażenie żeby nie dźwigać za dużo. Początkowo planowaliśmy pokonać w trzy dni dwie noce szlak Battery Creek Trail, ale dostaliśmy wiadomość od nie oficjalnego burmistrza miasta, Rudi do Plessis że większość szlaku uległa uszkodzeniu w wyniku pożaru. Zaproponował nam lepszy jego zdaniem 32 kilometrowy, Kaapschehoop Trail.

Dzień 1 pokonane 12 km.

Po nie całej godzinie od rozpoczęcia wędrówki, dotarliśmy do Adams Calendar, czyli głazy ustawione w kolistym kształcie. Po prawej stronie rozciągała się równina porośnięta wysokimi trawami i wspaniały widok na De Kaap Valeley. Po deszczu ostatniej nocy nadszedł ciepły i słoneczny dzień z doskonałą widocznością. Byliśmy w stanie zobaczyć kałuże aż do gór Makhonjwa, na obrzeżach Barberton. Obejrzałem z uwagą ustawione obok głazy. Istnieje pogłoska że ściana ta powstała aż 75 000 lat temu, dla porównania mogę dodać że Piramida w Gizie liczy tylko 4 500 lat. Budowla ta powstała w podobnym celu co Stonehenge w Anglii. Dokładnie nie wiadomo jakie miała zastosowanie, pewne jest że miała coś wspólnego z kalendarzem i oznaczaniem pór roku. Ściana zbudowana jest ze skał dolerytowych, to dziwne bo wszystkie otaczające skały to piaskowiec. Z nieznanego powodu, ktoś musiał je tutaj przynieść. Teraz idziemy ścieżką wiodącą do plantacji leśnych. Zmęczeni, zatrzymaliśmy się na odpoczynek i drugie śniadanie przy wywróconych pniach drzew. Szkoda, bo kilkaset metrów dalej znaleźliśmy specjalnie przygotowany stół w cieniu wysokich drzew. W godzinę później dobiliśmy wreszcie do Florence Hill Hut, czyli domku z miejscem do spania dla 10 osób. Tam zatrzymaliśmy się na noc.

Dzień 2 pokonane 15.5 km

Następnego ranka cała okolica spowita była w gęstej mgle. Zjedliśmy śniadanie i poczekaliśmy żeby mgła trochę się podniosła. Szliśmy krętą ścieżką często spadającą stromo albo wspinającą się w górę. W dolinie obok widzieliśmy zarośla aloesowe wokół wysokich sosen. Po około dwóch godzinach marszu dotarliśmy do miejsca odpoczynkowego z dużym stołem i ławkami. W pogodne dni roztacza się z tąd bardzo dobry widok. Szliśmy przez tereny okupowane kiedyś przez poszukiwaczy złota. Do tej pory zachowały się metalowe oznaczenia działek. Po godzinie dotarliśmy do szosy asfaltowej biegnącej do Kaapsehoop. Po drugiej stronie szosy jest pomysłowo urządzone miejsce do pikników pod gruszami. Są też miejsca do robienia grilla i niewielke altanki. Od tej chwili trasa stała się łatwiejsza, mijaliśmy wiele ogromnych głazów rozrzuconych po całej okolicy. Po pięciu godzinach marszu doszliśmy prawie do końca naszego szlaku. Nagle usłyszeliśmy głośne łomot kopyt zanim ukazało nam się pięć dzikich koni pasących się przy drodze. Na nasz widok konie zniknęły w gęstej mgle.