Showing posts with label drzewo. Show all posts
Showing posts with label drzewo. Show all posts

Friday, 21 October 2011

Drzewo bottlebrush tree

Zdjęcia drzewa popularnie nazywanego Szczątką do Mycia Butelek, czyli Bottlebrush Tree

Bottelbrush tree
Drzewo nazywane szczątką do butelek

A To inne drzewo Bottlebrush, pochodzi z Australii, z New South Wales - Callistemon rigidus (Stiff Bottlebrush. Nie wiem dlaczego nazywane jest drzewem, jeśli przypomina bardziej krzew.
Bottlebrush też popularne w RPA
 Callistemon rigidus

Tuesday, 28 December 2010

Fever Tree spotkane w czasie wycieczki do Parku Krugera

Prowincja Limpopo usiana jest drzewami Fever Tree, ulubionymi Kiplinga. Jest to dobrze znany gatunek akacji dzięki jej charakterystycznemu wyglądowi. Łatwo łapie zainteresowanie kiedy zwiedzasz południowo wschodnii lowfeld, zwłaszcza w pobliżu rzek i przymokradłach. Bardzotwe do rozpoznania, pień drzewa i gałęzie pokryte są żółtym pudrem, Acacia xanthophloea nazwana została fever tree czyli możemy to nazwać drzewo gorączkowe. Nie powoduje ono gorączki, nie jest źródłem malarii jak wierzono do dziewiętnastego wieku. Opowiadano historie, że ludzie przechodzący obok drzewa zatykali nosy i usta żeby się nie zarazić. Dopiero w latach 1890 nauka dała wytłumaczenie co powoduje malarię. Teraz wiemy że fever tree nie jest nosicielem pierwotniaków malarii. Przenoszone są one przez komara widliszka. Fever tree rośnie na terenach podmokłych, z największym występowaniem malarii, w dodatku ten dziwny puder na korze.
Poza tym drzew nie różni się wiele od innych gatunków akacji. Ma ono podobne liście jak większość afrykańskich akacji i żółte kuliste kwiaty, tak jak akacje afrykańskie. Zwierzęta uwielbiają liście i pędy ale najbardziej lubią to drzewo wikłacze. Na gałęziach budują swoje gniazda bez obawy o malarię.

Pień drzewa fever tree pokryty żółtym pudrem

Wednesday, 14 July 2010

Survival w afrykańskim buszu

Wiele lokalnych agencji turystycznych oferuje kursy survivalu w afrykańskim buszu głównie dla fanatyków z USA i Australii. Każde szkolenie skupia się na podkreśleniu przykrej prawdy: „Natura nie dba o to czy myśliwy zabił bestię, czy bestia zabiła myśliwego. Natura zrobi dobry kompost ze słabszego i użyje go w swoim naturalnym cyklu.”
Organizatorzy takich kursów idą aż tak daleko że wysyłają zaproszenia na kurs survivalu napisane zielonym atramentem na papierze zrobionym z odchodów słonia.
Całą ideą kursu jest spędzenie pięciu dni w buszu bez niezbędnego wyposażenia jakim są zapałki, nóż, kompas i tym podobne.
Ludzie przygotowani są zapłacić duże sumy pieniędzy tylko po to żeby nauczyć się jak przetrwać na darach natury z buszu. Organizatorzy zaoszczędzają na tym fortuny, nie muszą zapewniać żadnych luksusów. Czym warunki trudniejsze, tym bardziej uczestnicy będą zadowoleni, bo nauczą się więcej. Czasami trudno jest zrozumieć mentalność ochotników, niektórzy traktują to jako sport wyczynowy, dla innych kojarzy się to bardziej z wojskiem, jeszcze inni chcą sprawdzić swoją wytrzymałość fizyczną i psychiczną. Może oglądali popularny reality show „Survivor” (Ryzykanci) i marzą o zasmakowaniu takiego życia.
Muszę przyznać że mnie osobiście też fascynuje tego rodzaju przygoda. Zawsze oglądając program „Survivor” myślałem sobie że fajnie by było spędzić 30 dni na bezludnej wyspie i być na specjalnej diecie. W ten sposób można pozbyć się z organizmu wielu toksyn. Możliwe że odnowi to w pewnym sensie nasz organizm. Pod warunkiem że będzie to 30 dni a nie dłużej, bo z pewnością długi pobyt jest szkodliwy. Tak jak Buszmeni, z uwagi na trudne warunki życia osoby mające 40 lat to już dziadkowie.
Nie ważne jakie mają motywy, najważniejsze jest żeby przeżyć na nowalijkach podobnych jakie jemy na wiosnę.
W pierwszym dniu kursu w rezerwacie w Prowincji Mpumalanga w RPA uczestnicy traktowani są jak rekruci w Legii Cudzoziemskiej. Muszą zostawić swoje przybory do golenia, dezodoranty, ipody, telefony komórkowe. Wszystko to zostanie zamknięte w szafce i zwrócone po zakończeniu kursu.
Pierwsze słowa instruktora to: „właśnie przetrwaliśmy katastrofę samolotu w bezludnej części Afryki. Wszystko co mamy to instynkt przetrwania i dużo siły. Przez następne pięć dni będziemy zmuszeni przeżyć na tym co dostarcza busz.”
Nauczyciel to były komandos, walczył czasie wojny w Angoli przeciwko oddziałom Fidela Castro. RPA zasłynęła wtedy z bardzo dobrze wyszkolonych oddziałów specjalnych.
Zademonstruje on w jaki sposób rozpalić ogień przez pocieranie suchych kawałków drewna. Nauczy nas rozpoznawać rośliny takie jak baobab, marula, mopane, dzikie figi, vegetable ivory.
Do przetrwania nie wystarczy umiejętność rozpoznawania roślin, musimy wiedzieć, które części są jadalne, czy owoce, kwiaty, liście, korzenie? Jak powinno się je przygotować?
Przykładowo, owoc małpiej pomarańczy (Strychnos pungens) powinien być pocięty na kawałki i pozostawiony na słońcu na krótki czas przed jedzeniem. Liście marogplant (amaranthus spp) muszą być gotowane przed spożyciem.
Instruktor nauczy nas podstawowych zasad, jakie powinno się zachować.
Powinno się pamiętać że nie można jeść za dużo dzikiego jedzenia. Nasze żołądki nie są do tego przyzwyczajone, możemy dostać biegunki i odwodnić organizm.
Kiedy brakuje wody, musisz ograniczyć jedzenie. Możesz zawsze jeść to co jedzą zwierzęta. Dobrą metodą jest obserwacja co jedzą pawiany, chociaż to nie znaczy że co jest bezpieczne dla nich jest dobre dla ciebie.
Dowiesz się jak odstraszać słonie i komary, jak rozpoznawać kierunki po gwiazdach i jak ssać okrągłe kamyki kiedy umierasz z pragnienia. Dowiesz się jak obserwować kierunek lotu ptaków przed zachodem słońca żeby znaleźć wodę.
Zrobicie linkę wędkarską z włókna pod korą drzewa i haczyk z kolców krzewów kolczastych i będziecie łowić ryby. Posiłki kończą się kawą zrobioną z drzewa witgat. Afrykański busz jest jak hipermarket, popychasz wózek i wybierasz co chcesz, z tą różnicą że jest darmo.