Monday, 4 March 2019

Czy Botswana to kraj bogaty?



Najłatwiej odpowiedzieć na to pytanie jeśli, zobaczymy ile zarabia się w Botswanie.
Poziom zarobków obywateli jest najlepszym wykładnikiem PKB kraju.
Oto szokująca wiadomość z pierwszych stron gazet w Botswanie:
„ponad 70% obywateli zarabia poniżej P4000 miesięcznie”.
Dodam, że dzisiaj 1 pula kosztuje 36 groszy.
P4000 to 1426 PLN.

Co najmniej 60 000 pracowników nie zarabia wystarczająco, by przekroczyć granicę ubóstwa, a ponad 70% wszystkich zatrudnionych w tym kraju zarabia mniej niż P 000 miesięcznie, co szokuje nowe badanie statystyczne Botswany.

Ten sam raport pokazuje, że 16,4% procent wszystkich gospodarstw domowych uskarża się co najmniej dziesięć razy w miesiącu na brak jedzenia.

Opublikowano niedawno wyniki sondażu państwowej firmy Botswana Multi Topic Household Survey. Ankiety wypełniło 24170 respondentów ze wszystkich okręgów, w okresie od października 2015 r. do listopada 2016 r. Ankieta była aktualizacją badania Botswana Core Welfare Indicators 2009/10. Oba badania mają na celu ocenę "kompleksowego zestawu wskaźników dotyczących ubóstwa i rynku pracy", wraz z danymi dotyczącymi konsumpcji i wydatków gospodarstw domowych, działalności gospodarczej, edukacji, zdrowia i innych.
Najnowszy sonadż przedstawia desperacki obraz większości rodzin w Botswanie i pracowników, którzy ciężko pracują, by utrzymać rodziny. Według raportu na podstawie badań 510593 pracowników w sektorze formalnym i nieformalnym prawie 61000 zostało sklasyfikowanych jako "ubogich".
"Ubodzy pracownicy to osoby pracujące utrzymujące rodziny poniżej granicy ubóstwa" - czytamy w raporcie.
"Płace i ich dochody nie są wystarczające, aby zaspokoić podstawowe potrzeby, aby podnieść poziom ich rodzin powyżej granicy ubóstwa.
"Wynagrodzenia, jakie otrzymują ci ludzie, mogą przekraczać granice ubóstwa, ale nie są wystarczające, aby utrzymać środki do życia w ich domach".
Większość ubogich pracujących to kobiety, żyjące na obszarach wiejskich i pracujące w "zawodach elementarnych", które wymagają niskich kwalifikacji i pracy ręcznej. Innymi ważnymi sektorami zatrudnienia dla osób ubogich pracujących są praca usługowo-sprzedażowa, rolnictwo oraz rzemiosło i związane z nim zawody.
Podczas gdy najwyższe wykształcenie ogromnej większości pracujących ubogich stanowi szkoła podstawowa, ponad pięć procent pracowników tej kategorii studiowało na uniwersytecie lub uczyło się w technikum.
Badanie ujawnia również, że z 510593 pracowników w Botswanie, 362010 zarabia poniżej P4000. Nieco ponad 55% wszystkich pracujących przynosi do domu mniej niż P2000, a 25% zarabia między P500 a P1000. Z drugiej strony skali około 0,1% pracowników zarabia od P80000 do P140000 miesięcznie.
"Większość gospodarstw domowych w dwóch badanych okresach uważało, że ich dochód jest mniejszy niż absolutne minimum" - stwierdziła statystyka Botswany.
"Ogólnie ponad 50% gospodarstw domowych w badaniu uważało, że ich bieżące dochody były poniżej absolutnego minimum w różnych warstwach, podczas gdy w badaniu 2009/10 jedynie poziom powyżej 50% był na obszarach wiejskich, a reszta powyżej 50%. "

Ludzie pracy są obarczeni coraz większym ciężarem podatkowym.
Jak wynika z najnowszego raportu, 64% wszystkich pracowników najemnych nie płaci podatku. Tylko 25,8% pracowników jest w sektorze nieformalnym, co sugeruje, że znaczna część formalnie unika płacenia podatków.
Badania udowodniły, że z roku na rok przybywa głodujących. Jest to sprzeczne z innymi danymi wykazującymi, że ogólne wskaźniki ubóstwa poprawiły się od czasu badania 2009/10.
W najnowszym badaniu, w ramach samooceny opieki społecznej i bezpieczeństwa żywnościowego, 16,4% gospodarstw domowych zgłosiło obawy dotyczące braku jedzenia co najmniej dziesięć razy w ciągu czterech tygodni, w porównaniu z 12,7% w badaniu 2009/10. Co ciekawe, w badaniu 2009/10 więcej z tych gospodarstw domowych było zlokalizowanych na obszarach wiejskich, ale w najnowszym badaniu gospodarstwa domowe w miastach coraz częściej zgłaszają to samo wyzwanie.
Ostatnie badanie wykazało, że nierówności wzrosły w ramach dochodów uzyskiwanych przez różne gospodarstwa domowe, a przepaść między bogatymi i biednymi rozszerza się, szczególnie w miastach i miasteczkach.
Pomimo nierówności, gospodarstwa domowe na ogół nie odczuwały gorszej sytuacji niż inne, kiedy wyniki analizowane są na poziomie krajowym.
"W części dotyczącej warunków życia w module, gospodarstwa domowe zostały poproszone o porównanie się z gospodarstwami domowymi w swojej społeczności na temat tego, czy przeciętnie ich warunki życia były lepsze od reszty gospodarstw domowych we wspólnocie, czy też nie.
"Gospodarstwa domowe w ogóle, pytane o ich warunki życia w porównaniu do innych, ujawniły, że ich warunki życia były przeciętnie w porównaniu z innymi", wynika z badania.
Na ogół jednak dochody do dyspozycji wzrosły między 2009/10 a 2015/16 z P5304 do P5836 przeciętnie w całym kraju. Kwota wydatków na żywność spadła na poziomie krajowym, co według statystyk Botswany stanowiło dowód na większe wydatki na "luksusowe" produkty dzięki wyższym dochodom.
Najnowsze badanie wykazało również spadek w dwóch okresach w poziomie oszczędności gospodarstw domowych, w porównaniu ze wzrostem spłat kredytów i innych wydatków na zobowiązania. W ankiecie 2015/16 spłaty pożyczek stanowią 27% ogólnej wartości pieniężnej gospodarstw domowych w porównaniu z 16% w 2009/10 . Oszczędności spadły z 17% do 15%.
Badanie statystyczne ujawniły opłakany stan gospodarstw domowych.

Około 56% pracowników zarabia od P1000 do P2000 miesięcznie.

Ponad 60 000 pracowników zalicza się do ubogich.

Sunday, 24 February 2019

Bucket list- przed wycieczką



Bucket list to lista rzeczy, które dana osoba chce doświadczyć lub osiągnąć.
Wyrażenie to jest dosyć nowe, pierwsze udokumentowane użycie frazy znajduje się na blogu z 29 czerwca 2006 roku, w artykule poświęconym filmowi „Bucket List”.
Polskie tłumaczenie tytułu jest marne: „Choć goni nas czas”. Film okazał się wielkim sukcesem, dzięki znakomitej obsadzie..
Jack Nicholson i Morgan Freeman grają dwóch śmiertelnie chorych na rak robiących listę życzeń, które chcą zrobić, zanim umrą. - zwaną listą - wtedy wybrać się na wycieczkę.
Też oglądałem ten film, ale już za wiele nie pamiętam. Prawdopodobnie, fraza „bucket list” używana była dużo wcześniej w amerykańskim slangu, jednak na to nie ma dowodów. Pochodzi to od powiedzenia „kopnąć w wiadro”, w języku polskim mówi się raczej kopnąć w kalendarz.
Oryginalnie więc fraza ta bucket list znaczyła listę rzeczy do zrobienia przed śmiercią. Ponieważ większość ludzi nie myśli o śmierci, znaczenie frazy zmieniło swoje znaczenie,chodzi raczej o listę rzeczy do zobaczenia w najbliższym czasie, czyli może być to lista zwierząt do zobaczenia w Afryce.
Czy warto mieć bucket list na safari w Afryce?
Każdy ma swoje wymagania i dążenia. Wielu ludzi planuje dokładnie wyjazd, ogląda filmy przyrodnicze, czyta blogi, relacje itp. Na tej podstawie budowana jest lista atrakcji do zobaczenia. Spełnienie takich marzeń nie jest realne. Pamiętajmy że kręcenie filmu przyrodniczego trwa bardzo długo, z pomocą najnowszych osiągnięć w dziedzinie obserwacji zwierząt. Nie jest to możliwe do zrobienia w czasie kilkudniowego wyjazdu do Afryki. Dzięki takiej liście, wiemy jednak, czego możemy się spodziewać. Było by fajnie porównywać listę atrakcji do zobaczenia z innymi osobami. Będzie to pewnego rodzaju wskaźnik, czy nasz pobyt był udany, czy nie?
Poniżej lista, do druku przed przed wycieczką do Parku Krugera. Proszę o informacje, może coś zapomniałem?

Bucket List w Parku Krugera

Wednesday, 16 July 2014

Pozłacane ogrodzenie więzienia na Robben Island

Przez dziesiątki lat trzy-metrowy płot z drutu kolczastego, i dziesięciokilometrowy odcinek oceanu, odcinał grupę więźniów politycznych, zdefiniowanych jako terroryści i zdrajcy. Dla większości mieszkańców RPA, Wyspa Robben był poza zasięgiem wzroku i myśli. Nie publikowano zdjęć tego miejsca ani zdjęć najsłynniejszego więźnia, Nelsona Mandeli. Apartheid obalono w 1994 roku. Ogrodzenie więzienia, narażone na działanie trudnych warunków pogodowych przez 30 lat, rozpadało się, w ramach remontu generalnego, ogrodzenie zostało zmienione.

 Stare ogrodzenie zostało rozebrane w 2009 roku i przygotowane wraz z innym złomem do przetopu. Podczas wizyty na Robben Island, pewien artysta postanowił to uratować. Uciążliwe ogrodzenie jest teraz cięte, pokrywane złotem i srebrem i przekształcane w ten sposób na biżuterię, która sprzedawana jest w cenie od 2600 do 8400 randów (740 PLN do 2390 PLN). Projektantka, Charmaine Taylor, przyciąga zainteresowanie celebrytów i wybiera się nawet do Wielkiej Brytanii w tym tygodniu w celu promowania gamy biżuterii, noszącej blizny historii, ale "zamienia coś negatywnego na coś pozytywnego" zdaniem artystki. Płot, zwieńczony drutem kolczastym, otaczający Mandelę i innych współwięźniów, został uratowany przez Chrisa Swift.
Naszyjnik zrobiony z kawałka siatki z Robben Island

 Artysta zauważył zbędne materiały, podczas wycieczkę edukacyjnej na wyspę Robben, obecnie muzeum i od razu zauważył symboliczną wartość tego złomu. Historia ratunku siatki z płotu sięga roku 2009, kiedy Chris Swift był na ostatnim roku w Szkole Sztuk Pięknych w Michaelis, (UCT School of Fine Art). Chris zajmował się wykorzystywaniem odpadów do tworzenia sztuki w celu ochrony środowiska naturalnego. Dzieła sztuki, które stworzył później wygrały dla niego nagrodę Michaelis i ustanowiły go najlepszym studentem roku. W marcu 2010 roku wygrał największy konkurs sztuki współczesnej RPA - Spier Contemporary 2010. Ciągłe poszukiwanie zużytych materiałów sprawiło, że Chris doskonale zdawał sobie sprawę z wartości pewnych odpadów, dlatego kiedy podczas zwiedzania Robben Island zauważył ogrodzenie więzienia na składowisku złomu, znał tego wartość.

 Płot zastąpiony przez nowe ogrodzenie w ramach reorganizacji w 20. rocznicę uwolnienia Nelsona Mandeli. Po wytłumaczeniu władzom symbolicznego znaczenia, Chris przystąpił do ratowania tego cennego dziedzictwa w Kapsztadzie, gdzie spędził około 3 miesięcy. Większość uratowanego ogrodzenia stało się integralną częścią jego wystawy dyplpmowej zatytułowanej "Koń trojański" jako 7m długości dzieło sztuki. Dzieło wysłano następnie do Spier Contemporary 2010 i ponownie wzniesiono jako „Kolumna Nelsona” ze względu na jej pozycjonowanie poza ratuszem Kapsztadzie, gdzie Nelson Mandela wygłosił przemówienie po wyjściu z więzienia.
 Po wystawie, Chris zrozumiał, że ogrodzenie może służyć do wyższych celów. Poprzez swoją sztukę, jest w stanie przekazać wiadomość dla tych, którzy są gotowi i zdolni do słuchania. Z taką wizją założył RIACT i produkuje przedmioty z siatki z płotu na sprzedaż. Produkcja tych artefaktów tworzy miejsca pracy.

Płot z więzienia na Robben Island gotowy do transportu na przetop

Składowisko złomu, które zwróciło uwagę Chrisa

Friday, 4 July 2014

Koniec z safari na słoniach w Sun City

Operator Tourvest Accommodation and Activities (TAA) zapowiedział koniec z safari na słoniach i interakcjami turystów ze słoniami w Sun City od września 2014 roku. Trochę trudno jest mi zrozumieć tą decyzję. Kilka miesięcy temu pisałem na tym blogu o szkodach jakie czynią spacery z lwami i robienie zdjęć z lwiątkami. Nie sądziłem że problem ten może dotyczyć też słoni. Moim zdaniem, oswojone słonie używane w Sun City już przywykły do turystów i safari. Nie wyobrażam sobie możliwości przeniesienia do buszu tych zwierząt. Moim zdaniem, zwierzęta te będą miały problem z przetrwaniem. Dyrektor TAA, Gary Elmes, powiedział: „po 12 latach edukacji i wzbogacania życia niezliczonych gości w Sun City, nadszedł czas, aby przejść do kolejnego etapu zaplanowanego w życiu słoni”, czyli uwolnienie ich na wolność. Gavin Reynolds, prezes Mankwe Gametrackers, która połączyła się z TAA w maju, powiedział, że nie została jeszcze podjęta decyzja, gdzie słonie zostaną przekazane, bo choć Park Narodowy Pilanesberg wydaje się najlepszym rozwiązaniem ze względu na jego sąsiedztwo z Sun City, zarząd parku jest temu przeciwny. Mankwe Gametrackers rozpatrują szereg potencjalnych możliwości. Gavin powiedział że kiedy słonie zostaną przeniesione do parku, są plany, aby je w pełni zintegrować i rehabilitować do życia na wolności. Moim zdaniem, decyzja zarządu Parku Pilanesberg była właściwa. Słonie przyzwyczajone do ludzi mogą stać się niebezpieczne. Chociażby dlatego że potrafią zobaczyć człowieka w samochodzie. Dzikie zwierzęta widzą samochód jako jedna istota, dlatego nie atakują turystów w samochodach. Sytuacja zmienia się, kiedy zwierzęta wychowały się z ludźmi. Wtedy w zupełnie inny sposób postrzegają samochody. Pamiętam, kiedy sprowadzono słonie do Parku Pilanesberg w ramach operacji Genesis, były one bardzo niebezpieczne. Zajęło wiele czasu żeby odkryć że przyczyną takiego zachowania był brak królowej stada.

Sunday, 15 June 2014

Nowe zasady wjazdu do RPA rodziców z dziećmi

Od kilku miesięcy najczęściej dyskutowaną sprawą stały się utrudnienia, jakie wprowadza rząd RPA w celu ograniczenia liczby turystów. Dzięki błaganiom linii lotniczych, utrudnienie to zacznie obowiązywać od 1 października 2014 roku, czyli już po zakończeniu sezonu turystycznego w Europie. Da to szansę to osobom wybierającym się do RPA z dziećmi na wyrobienie wymaganych dokumentów. Nie sądzę że taka zwłoka pomoże, bo o całym zamieszaniu niewiele mówi się poza granicami RPA. Zastanawiam się, w jaki sposób ludzie dowiedzą się o wymaganiach przy wjeździe do RPA z dziećmi? Mówi się tylko o odpisie aktu urodzenia,ale jest tam tak naprawdę kilka innych dokumentów. Po pierwsze, musi to być tłumaczone na język angielski przez tłumacza przysięgłego, po drugie, wymagana jest pisemna zgoda drugiego rodzica, jeśli dziecko jedzie bez obojga, kopie paszportów, dowodów osobistych itp. Linie lotnicze już przygotowały się prawnie do nawracania turystów z lotniska. Lufthansa i SWISS zmieniły już swoje cancellation polisę. Linie lotnicze oświadczyły: "We wszystkich rodzinnych biletach wydanych przed 10 czerwca 2014 roku, które zostały dotknięte przez nowe utrudnienia Ministerstwa Spraw Wewnętrznych RPA, będzie można zmienić bez dodatkowych opłat datę odlotu, lub otrzymać pełny zwrot, jeśli rodzice chcą rezygnacji z rezerwacji." Z drugiej strony, rzecznik linii lokalnych w RPA - Mango, Hein Kaiser, powiedział, że wprowadzone przepisy nie mają nic wspólnego z liniami lotniczymi. Nowe wymagania zostały ogłoszone wystarczająco dawno żeby dać czas na wyrobienie wymaganej dokumentacji. „Linie lotnicze nie ponoszą odpowiedzialności za odszkodowania z powodów zmian prawa, zgodnie z którą odpowiedzialność za prawidłowe dokumenty w podróży spoczywa indywidualnych osobach.” Linie lotnicze SAA nie wypowiedziały się jeszcze w tej sprawie. Moim zdaniem, wielu turystów czeka rozczarowanie, kiedy zostaną niespodziewanie wróceni z lotniska. Więcej na ten temat napisałem na stronie: Nowe przepisy wjazdu do RPA

Monday, 5 May 2014

Twitterowa wojna Kenii z RPA

Nigdy nie byłem miłośnikiem Twittera ani Facebooka. Uważałem zawsze że portale społecznościowe nie są dla ludzi w moim wieku. Moja opinia uległa zmianie wczoraj, kiedy odkryłem przez przypadek na Twitterze wojnę Kenii z RPA. Cała sprawa jest zabawna i chyba nikt nie traktuje tego na poważnie. Użytkownicy Twittera, zarówno po stronie Kenii jak i RPA wykazali się genialnym poczuciem humoru. Cała ta „wojna” była reakcją na przemówienie Ministra Sportu Fikile Mbabula.

Moim zdaniem, ANC powinno oficjalnie przeprosić obywateli Kenii za gafę, którą strzelił Fikile Mbabula.

W czasie spotkania prasowego minister, moim zdaniem nieumyślnie poniżył olimpijczyków z Kenii.

Mbalula odpowiadał na pytania dziennikarzy, kiedy reporter podniósł wątpliwą kwestię, dlaczego niektóre drużyny narodowe pozostają uparcie białe?

„Nie można przekształcić sportu bez zamierzonych celów”, powiedział Mbalula z przekonaniem bo od dawna walczy z kwestiami rasowymi w reprezentacjach RPA.
Ale w tym samym czasie, Republika Południowej Afryki nie może stać się jak Kenia i wysyłać pływaków na olimpiadę by utopili się w basenie”, powiedział bez zastanowienia. Podobną gafę strzelił Prezydent Jacob Zuma mówiąc o szosach w Malawi.
Komentarz odbił się głośnym echem wśród dziennikarzy i wywołał uśmiech reszty zgromadzonych przywódców ANC. Podniósł się też alarm na Twitterze.

W październiku ubiegłego roku, Zuma popełnił podobny błąd, podczas wywiadu na temat płatnych autostrad w Johannesburgu. Przemawiając na forum ANC w Wits University, Zuma został zapytany o logiką systemu pobierania opłat za przejazd autostradą, który miały być wkrótce wdrożone. „Nie możemy myśleć jak Afrykańczycy w Afryce . To jest Johannesburg, nie droga krajowa w Malawi.”
Wypowiedzi te są dowodem arogancji. Większość obywateli i przywódcy RPA włącznie uważają, że jeśli mieszkają w najbogatszym kraju na kontynencie, mogą bezkarnie poniżać innych.

W całym tym zamieszaniu, najzabawniejsza moim zdaniem była reakcja na Twitterze.
Wywołało to burzę aż 45 tysięcy komentarzy.
Szukajcie na Twitterze #someonetellsouthafrica. Aż 12 tysięcy osób z RPA odpowiedziało.
Przykładowo: „some one tell South Africa, by przestali dawać nam porady i zajęli się swoim krajem”
odpowiedź z RPA to zdjęcie torby foliowej z komentarzem: „czy to ptak, czy to samolot? Nie, to jest kenijska toaleta.”






Sunday, 27 April 2014

Czy uratujemy nosorożce?

Kilka miesięcy temu w Hoedespruit, miasteczku położonym przy wjeździe do Parku Krugera spotkałem w supermarkecie działaczy zbierających pieniądze na ochronę nosorożców. Wydało mi się to trochę dziwne? Popieram wysiłki na rzecz walki z kłusownictwem, jednak takie zbieranie pieniędzy wydaje mi się nachalne i w dodatku nie jesteśmy pewni, czy fundusze trafią do właściwych osób. Na wyścigu kolarskim Cape Argus Cycle Tour pewien człowiek jechał nago, by zwrócić uwagę nie jestem pewien czy na siebie czy na konieczność ochrony nosorożców. 
 Coraz częściej w RPA widujemy samochody z czerwonym rogiem. Nawet w USA sportowcy oferują swoje wygrane na walkę o nosorożce. Morał z tego wynika że nosorożec stał się naszym ulubieńcem. Już nie wiem, czy uda nam się ocalić nosorożce? Pomimo tylu lat walki o nie, kłusownicy zabijają coraz więcej nosorożców. Tylko w tym roku zabito ponad 1000 tych zwierząt. Najgorsze jest, że to wszystko zaczęło się raczej nagle. Zaledwie 6 lat temu z rąk kłusowników ginęło około 20 nosorożców rocznie. Wszyscy myśleliśmy że rogi używane są przez lokalnych szamanów (sangomów). Wydawało się żartem, że róg nosorożca może być ceniony w chińskiej medycynie. 

Do tej pory miałem pewne zaufanie do chińskiej medycyny (akupunktura, mieszanki ziołowe), chociaż nigdy tego nie stosowałem. W Parku Krugera rozmawiałem że strażnikami, dowiedziałem się o faktach, o których nie mówi się bo są politycznie niepoprawne. Uważają oni że Park Krugera jest otoczony przez całe mafie dobrze uzbrojonychkłusowników. Jak się nie mylę, w 2002 roku Park Krugera połączono z rezerwatami po stronie Mozambiku. Było o tym bardzo głośno w telewizji, powstał przecież jeden z największych rezerwatów dzikiej przyrody na świecie o nazwie – Great Limpopo Park Transgraniczny. W ten sposób, zwierzęta będą mogły przemieszczać się z, tak jak to robiły od zarania dziejów. Dodam jeszcze że sam Park Krugera był bardzo źle zaplanowany, ma jest długi, ale ma tylko szerokość około 60 km, co było powodem że zwierzęta zabijały się na ogrodzeniach. 

Teren był za wąski i nie pasował do naturalnych terenów zwierząt. W dodatku, rzeki wpływające, są często zanieczyszczone, bo płyną głównie przez tereny nie objęte ochroną.
Ogrodzenie graniczne nie zostało w pełni usunięte, z upływem czasu przestało przypominać płot. Wielu miłośników dzikiej przyrody domagało się odbudowy ogrodzenia, wiele zwierząt, kiedy przejdzie na stronę Mozambiku, nigdy nie wraca. Ginie tam z rąk bezlitosnych bandytów. Nie dość tego, kłusownicy przechodzą z łatwością na naszą stronę. Kiedy zostaną wykryci, nasi uzbrojeni strażnicy mogą ich gonić tylko do granicy, dalej już nie mają wstępu. 

Transgraniczny Park Limpopo
Jak widać na tej mapce, granica Parku Krugera z Parkiem Limpopo jest bardzo długa. Nasi strażnicy mają nie lada wyzwanie, jak bronić się przed atakami kłusowników z Mozambiku.

Mapa, ile nosorożców w jakim kraju?
 
Przygotowałem szybko mapkę przedstawiającą pogłowie nosorożców w krajach Afryki Południowej. Tylko w Zimbabwe i w Mozambiku pogłowie nosorożca spada. O dziwo, w RPA jest stabilnie, pomimo tysiąca sztuk zabitych w tym roku.

Więcej na ten temat napisałem na stronie: polowanie na nosorożce

Monday, 31 March 2014

Solitaire, czy to już koniec z szarlotkami?

W poprzednim artykule wspomniałem o tym że Namibia jest na pierwszym miejscu w kategorii „Top Country” w rankingu organizowanym przez magazyn Wanderlust.

Uważam że na tak wielkie wyróżnienie Namibia całkowicie zasłużyła, ze względu na swoje piękno. Jednak, takie zwycięstwo nie jest możliwe bez zaangażowania wielu zwykłych mieszkańców Namibii, którzy sprawili że odwiedzenie Namibii stało się marzeniem wielu turystów. Najważniejsza jest reklama i reputacja, dopiero wtedy turyści usłyszą że taki kraj istnieje i oferuje bardzo wiele. 

Jedną z takich osób był bez wątpienia Moose McGregor od Solitaire, jego prawdziwe nazwisko to Percy Cross. Celowo piszę tutaj od Solitaire, nie z Solitaire, bo Moose nie był zwykłym mieszkańcem tej oazy, był jej sercem i motorem napędowym.
Kiedy pierwszy raz usłyszałem, że w środku pustyni Namib, w oazie liczącej tylko 18 mieszkańców można skosztować najlepszą w Namibii szarlotkę, było to dla mnie co najmniej dziwne. Po pierwsze, jabłonie nie rosną na pustyni, po drugie, kto chciał by jechać tak daleko żeby spróbować szarlotkę? Nic nie mówiono o smacznym biltongu, też robionym w Solitaire. 

 Najważniejszą jednak przyczyną powstania Solitaire była potrzeba stacji benzynowej i miejsce do zatrzymania na noc. Osobowość Moose McGregor zmieniła to miejsce w jeszcze jedną atrakcję turystyczną Namibii, gdzie turyści zatrzymywali się na jedną noc i wyjeżdżali zmienieni. Kiedy dowiedziałem się o jego śmierci w styczniu 2014 roku, zrobiło mi się smutno. Wraz z jego śmiercią, zamknął się pierwszy rozdział w historii Solitaire. Miejmy nadzieję że drugi rozdział będzie tak samo fascynujący. 

Świętej pamięci
Moose McGregor od Solitaire, jego prawdziwe nazwisko to Percy Cross

Monday, 17 March 2014

W kwietniowym magazynie Wanderlust ogłoszono wyniki konkursu "Readers Travel Awards". Nie jestem pewien w jaki sposób przebiegało głosowanie. Nie jestem stałym czytelnikiem Wanderlust. Kupiłem tylko ten numer, żeby sprawdzić, jak wypadły atrakcje w RPA.
Wyniki konkursu Readers Travel Awards 2014

Miłym zaskoczeniem była Namibia, która zajęła pierwsze miejsce w kategorii „Top Country”.
W ubiegłym roku Namibia była na 6 miejscu, czyli obserwujemy wielką poprawę.
W czołówce cztery - zróżnicowane geograficznie kraje, udowodniły że nie ważne, na jakim kontynencie kraj się znajduje, byle oferował to co turyści oczekują.
Namibia to kraj pustynny oferujący fantastyczne krajobrazy i dużo dzikich zwierząt.
Jest zarówno ekscytująca i łatwo dostępna. Ważne jest że nawet początkujący turysta może z łatwością poruszać się po całym kraju wypożyczonym samochodem.
Namibia zajęła pierwsze miejsce w kateegorii "Top Country"


W kategorii „Top City” Kapsztad znalazł się na 9 miejscu. Moim zdaniem to trochę słabo, jednak szansa należy się też innym miastom.

Kategoria "Top City", Kapsztad zajął tutaj 9 miejsce.

Ciekawa jest też punktacja w kategorii „Top Airline”
Top Airlines

W kategorii „Top Worldwide Airport” Kapsztad zajął 10 miejsce.
W kategorii "Top Worldwide Airport"  kapsztad znalazł się na 10 miejscu.


Sunday, 16 March 2014

Park Narodowy Matobo - zdanie Credo Mutwa

Park Narodowy Matobo odwiedziłem po raz pierwszy kilka lat temu, kiedy Vusamazulu Credo Mutwa powiedział że pod ziemią istnieje wielka grota w której żyją Ilumminati, czyli ludzie planujący globalizację. Credo Mutwa jest autorytetem, ze względu na jego pozycję społeczną.
Nie jest on zwykłym szamanem zwanym w RPA sangomą.jest on Vusamazulu, czyli osobą z najwyższą wiedzą tajemną. W RPA żyje tylko dwóch Vusamazulu. Pomimo że od lat interesję się tym tematem, nie jestem w stanie wyjaśnić dokładnie czym jest Vusamazulu.
W książce „Indaba, My Children” Credo Mutwa napisał że biały człowiek nigdy nie zrozumie kultury czarnego człowieka. Czym dłużej badam kulturę czarnych w RPA, tym mniej wiem.
Credo uważa że kultura białego człowieka jest stosunkowo łatwa do poznania. Wystarczy czytać 20 książek i czasopism z różnych dziedzin i tematów miesięcznie przez 10 lat żeby zrozumieć jak funkcjonuje umysł białego człowieka. Muszą to być najróżniejsze książki jak kryminały, filozoficzne, naukowe, powieści itp. Niewielu białych ludzi kiedykolwiek poniosło trud żeby poznać życie czarnego człowieka. Większość z nich przyjeżdża do wioski, robi setki zdjęć, rozmawia z mieszkańcami, nagrywa ich tańce i śpiewy a potem pisze bzdury w swoich książkach. Wiele książek, napisanych przez białych, powstało dla pieniędzy i powinno skończyć w śmietniku, zdaniem Credo. Zamiast podawać fakty, pisarze koncentrują się na sensacyjnych wiadomościach, żeby zaciekawić czytelników.
Istnieje też bardziej zaawansowana grupa pisarzy-naukowców, którzy ponieśli wiele trudu i nauczyli się lokalnego języka, często nawet lepiej niż rdzenni mieszkańcy. Pomimo tego, nie są w stanie zrozumieć filozofii życia czarnego człowieka. Podstawowym błędem jaki popełniają, jest bezustanne porównywanie do białych.
Tym czasem, kultura czarnego człowieka z Afryki nie jest wcale gorsza od kultury białych. To prawda, nikt tego nie spisał, bo pismo nie było znane. Zamiast tego, powstały „żywe encyklopedie”, czyli osoby zaprzysiężone do zapamiętywania i opowiadania historii, w sposób, jaki zostały im podane, bez ujęcia albo dodania słowa. Te historie, opowiadane przez tysiące lat młodzieży przy ognisku, były rodzajem szkoły, kształtującej wartości czarnego człowieka.
W książce „Indaba, My Children” Credo Mutwa zapisał wiele z tych opowiadań, żeby nie zostały zapomniane. Przy okazji, mogą je poznać biali ludzie, co nie wszystkim się podoba. Credo uważany jest w pewnych kręgach za zdrajcę, bo przekazuje tajemną wiedzę białym.
Wróćmy jednak do tematu, czyli Parku Narodowego Matopo w Zimbabwe. Zdaniem Credo, to nie przypadek, że właśnie tam znajduje się grób Cecila Johna Rhodesa.
To właśnie Cecil Rhodes, był pionierem globalizacji i spoczywa w miejscu, z którego pochodzą ci ludzie. Dokładnie nie wiem, czy odnosi się to też do króla ludu Ndebele - Mzilikazi. Moim zdaniem, Mzilikazi też był jednym z Illuminati, dlatego jego grób też tam jest. Żeby to zrozumieć, musimy zapoznać się lepiej z filozofią Credo. Może wydawać się dziwne, że zajmuję się tutaj sprawami „conspiracy theories” ale przy okazji konfliktu we wschodniej Europie przypomniałem sobie nauki Credo. Uważam go za największy autorytet w tej dziedzinie, z jednego tylko powodu.
Przecież Credo Mutwa wychował się w Afryce Południowej i nie miał dostępu do wiedzy białego człowieka, ukończył uniwersytet dla szamanów i jest najwyższej klasy sangomą. Pomimo tego, jego opinia o globalizacji nie różni się wiele od tego co możemy wyszukać w internecie. Jest to więc potwierdzeniem że wspólna prawda jest blisko. Zdaniem Credo, pod Wzgórzami Matopo (wpisanymi na listę UNESCO), ukryta jest kraina, z której pochodzą ludzie dążący do globalizacji naszej planety. Podobno, jeśli uderzymy dużym młotkiem w skałę, usłyszymy echo.
Następny dowód to fakt, że są tutaj groby tych dwóch słynnych osób, wspomnianych wcześniej.
Cecil Rhodes nazwał to miejsce „View of the World”. Zdaniem Credo, nie jest to przypadek. Podobno, występuje tylko tutaj pewien gatunek jaszczurki, który reaguje na wołanie człowieka.
Pewien przewodni, od lat na emeryturze posiada zdolność nawoływania jaszczurek. Ma zawsze w kieszeni kolbę kukurydzy, siada pod skałą i zaczyna charakterystyczne „hap, hap, hap” w kierunku nagich skał. Nie wiadomo, skąd, zaczynają pojawiać się jaszczurki. Czasami może być nawet 40 albo więcej jaszczurek, chętnych na kukurydzę. Kiedy jednak przewodnik poda kolbę kukurydzy jednemu z obserwujących, jaszczurki znikają. Zdaniem Credo, Illuminati są spokrewnieni z jaszczurkami, dlatego jest to ważny dowód. Trudno mi tutaj udowadniać całej tej teorii. Wymaga to większej wiedzy. Może wiem trochę o podróżach po Afryce Południowej, jednak nie jestem w stanie dobrze wytłumaczyć filozofii Credo Mutwy. Artykuł ten ma na celu zachęcenie Państwa do dalszego zdobywania wiedzy na ten temat. Na szczęście, w internecie znajdziecie wiele informacji. Credo Mutwa, jako jedyny chyba sangoma jest nawet w Wikipedii. 

Grób Cecila Rhodesa na Matobo Hills w Zimbabwe.

Thursday, 27 February 2014

Zama Zama, czyli nielegalne złoto w RPA

Ostatnio media całego świata donoszą coraz więcej o nielegalnym wydobyciu złota w RPA, postanowiłem więc dodać coś od siebie. Moim zdaniem zjawisko to możemy śmiało nazwać drugą gorączką złota w RPA, ze względu na rozmiar i rangę. Szacuje się że ponad 10% rocznie wydobywanego złota w RPA pochodzi od nielegalnych górników.
Kopalnie twierdzą że tracą około pół miliona Eur rocznie, moim zdaniem nie jest to strata,tylko zysk dla państwa. W końcu, nawet od tego złota państwo pobiera podatki, a tysiące ludzi ma pracę. W podobny sposób Chiny stały się największym producentem złota na świecie i nikt nie mówił, że państwo czy kopalnie są okradane. Tak naprawdę, w Chinach nie ma nawet kopalni złota, cała produkcja pochodzi od zwykłych poszukiwaczy złota, ciężko pracujących na złotonośnych polach przy górskich rzekach.
W Chinach też operują zorganizowane grupy, nie nazywam tego gangami, bo wydobywanie złota w ten sposób jest jeszcze legalne, chociaż rząd stara się to ukrócić z wielu względów. Głównie chodzi o ochronę naturalnego środowiska i bezpieczeństwo ludzi. Nielegalni górnicy w RPA nazywani są Zama Zama, czyli „spróbuj swojego szczęścia” w języku zulu. Nie jest możliwe policzyć, ilu Zama Zama jest w RPA, szacuje się że grubo ponad 100 tysięcy. Są to najbiedniejsi ludzie, tylko do wykonywania najbardziej niebezpiecznej roboty i w dodatku stosunkowo mało płatnej, jeśli weźmiemy pod uwagę ryzyko, jakiemu są poddani. Cały ten system to dobrze prowadzona firma, którą możemy podzielić na 5 stopni. Niestety Zama Zama jest na samym dole tej hierarchii, pracującą oni tylko dla syndykatu i biorą wypłaty. Jeśli wydarzy się wypadek i poniosą śmierć, na ich miejsce czeka już wielu chętnych. Na następnym szczeblu tej dobrze zorganizowanej machiny przestępczej są ludzie werbujący ochotników. Najczęściej sprowadzają ludzi z krajów sąsiednich, głównie Lesotho, Zimbabwe, Malawi i Mozambik.
Następny poziom to osoby zajmujące się sprzedażą złota. Proszę pamiętać że posiadanie złota, a co za tym idzie sprzedaż jest w RPA nielegalne. Zama Zama nie są w stanie sami coś sprzedać, potrzebują do tego pośredników. Złoto sprzedawane jest firmom mającym licencje na wydobywanie i sprzedaż złota. Na tym etapie rząd RPA pobiera od tego podatki, złoto staje się już legalne. Następny poziom to zapewnienie bezpieczeństwa. Okazuje się że wydobycie złota to nie wszystko. Jest bardzo trudno przetransportować je do bezpiecznego miejsca. Przy wyjściu z kopalni może być zasadzka, jakaś konkurencyjna grupa, zamiast kopać samemu, woli odebrać cały urobek. Dlatego w wyposażeniu są różnego rodzaju karabiny, głównie automatyczne 9mm, kałasznikowy i wiele innych.
Takie złoto jest w RPA bardzo tanie. Wydobywane jest przez nielegalnych górników
Taka bryłka złota sprzedawana jest za około R250 czyli około 70 PLN.
Przykładowo w okolicach kopalni w Carletonville od dawna grasuje banda imigrantów z Lesotho, napadająca wychodzących na powierzchnię nielegalnych górników zwana Rosjanami. Zdarzały się nawet napady na policję. W podziemnych tunelach często zastawiane są pułapki w postaci linki zawiązanej do zawleczki granatu. Do wysadzania skał pod ziemią używa się głównie dynamitu własnej roboty, chociaż trafia się też dynamit kradziony z kopalni. Ostatnim stopniem jest sekcja zaopatrzenia, odpowiedzialna za żywność, uzbrojenie, dynamit, nawet prostytutki. HIV też pewnie jest wielkim zagrożeniem, biorąc pod uwagę, że prostytutki spędzają pod ziemią całe miesiące i służą wszystkim. Kiedy wychodzą na powierzchnię, ich skóra ma szary kolor z braku słońca.
Takie pirackie wydobywanie złota jest chyba najbardziej niebezpiecznym zawodem, jaki można sobie wyobrazić. Tak naprawdę, niewiele słyszymy o Zama Zama, dopóki nie wydarzy się jakiś poważny wypadek. Najgorsze jest że tych wypadków jest coraz więcej, służby ratownicze są wzywane kilka razy częściej do pomocy Zama Zama niż górnikom. Życie ludzkie jest bardzo tanie tutaj, dlatego nie wydawane są pieniądze na BHP. Nie stawia się nawet słupków z drewna eukaliptusowego, nowe korytarze są bez podpór i w każdej chwili mogą runąć, co często robią.
W okolicach Johannesburga istnieją dwa główne gangi, Terrenies i Matlamas zajmujące się nielegalnym wydobyciem złota. Sporadycznie pojawiają się inne grupy, napadające na nielegalnych górników, oznacza to że Zama Zama musi też bronić dzielnie swojego złota ogniem z karabinów automatycznych.

Wednesday, 4 December 2013

Ekosystem Kalahari będzie zniszczony przez eksploatację gazu łupkowego

Niedawno wyszło na jaw że rząd Botswany zgodził się na wydobywanie gazu łupkowego na terytorium Kalahari, ignorując ostrzeżenia ekologów i społeczności, którzy mogą stracić dostęp do wody pitnej. Szczelinowanie hydrauliczne gazu łupkowego jest już przeprowadzane na terytorium Central Kalahari Game Reserve, jednego z największych obszarów chronionych na świecie. Skutki mogą być tragiczne. Poziom wód gruntowych obniży że drastycznie, może też dość do zatrucia wody ściekami. Najbardziej ucierpią na tym wielkie stada słoni, do tej pory żyjące sobie tutaj beztrosko. Szczelinowanie hydrauliczne, znany jest przedmiotem zażartej debaty w USA, Wielkiej Brytanii, RPA i innych krajach na całym świecie, zieloni aktywiści ostrzegają, że degraduje to ziemię zanieczyszcza powietrze i wodę. Botswana, chwalona jako jedna z najbardziej stabilnych demokracji w Afryce, przez 10 lat po cichu przyznawała licencje międzynarodowym korporacjom do wykonywania szczelinowania w delikatnym Central Kalahari Game Reserve. Niektórzy obserwatorzy uważają, że jest to najbardziej prawdopodobny powód dlaczego rządu prezydenta Iana Khama nie wydaje pozwolenia Buszmenom Kalahari, zwanym San na powrót do ziemi swoich przodków. Rząd zaprzecza i mówi, że trwają odwierty, które nie powinny być zdefiniowane jako szczelinowanie. Po reportażu telewizyjnym Carte Blanche w telewizji RPA emitowanym w dniu 01.12.2013, rząd Botswany przyznał się do tych zarzutów. Keikabile Mogodu,reprezentant Buszmenów, powiedział: „nic nie słyszałem Jesteśmy w ciemności. Jeśli szczelinowanie odbywa się w obszarach, w których mieszkają nasi ludzie, wymagane są wcześniejsze konsultacje. Firmy powinny rozmawiać z ludźmi. Staramy się nawiązać kontakt z ministerstwem, bo szczelinowanie jest niebezpieczne i zniszczyć równowagę biologiczną całego ekosystemu. Powinna być debata w mediach " Central Kalahari Game Reserve jest drugim co do wielkości rezerwatem przyrody na świecie, o powierzchni 52800 km². Przedsiębiorstwa energetyczne, które biorą udział w wydobyciu to australijskie Tamboran Resources i Debswana, oraz spółka rządu z firmą wydobywającą diamenty - De Beers. Buszmeni powiedzieli, że nie mieli pojęcia, że ich tereny zostały przeznaczone na wiercenia, dopóki nie zostały pokazane mapy podczas kręcenia nowego filmu dokumentalnego: „Wysoki koszt taniego gazu”, ujawniającego, że połowa obszaru rezerwatu została przydzielona dla międzynarodowych koncernów. Seranne Junner, prawnik, który walczył o pozwolenie Buszmenom do zajmowania swoich tradycyjnych ziem w obrębie rezerwatu, wyraził zdziwienie. „Osobiście nic mi nie wiadomo na temat eksploatacji gazu na Kalahari. Wiem, że jest sporo szumu na temat wydania zezwolenia na szczelinowanie na obszarze Karoo w RPA, ale nie w Botswanie. Chciałbym się dowiedzieć, ile procent ludzi z naszego społeczeństwa wie o tym?”, powiedział. Ostrzega : „Licencje te mogą być udzielane bez badania długookresowych konsekwencji. Woda nie jest zasobem, który jest trudno dostępna w Botswanie jako całość, a w szczególności na obszarze, takim jak Central Kalahari Game Reserve.” Ekosystemu Kalahari jest szczególnie narażony, ponieważ zawiera metanu z pokładami węgla, co wymaga pompowania wody z ziemi. Zwiększa to niebezpieczeństwo zanieczyszczenia i obniżenie poziomu wody, potencjalnie dziesiątki metrów, które może kosztować nas dostęp do wody - już ograniczony zasób w Botswanie” Od 30000 do 60000 sztuk słoni żyje sobie na tym terytorium, największa populacja słoni w Afryce, i są zależne od wody pobieranej z ziemi do odwiertów.
Na rysunku wyjaśniam na czym to polega. Na pokładach węgla znajduje się gaz, który będzie łapany i pompowany na powierzchnię. Zanim jednak to się stanie, musi być usunięta woda, tak jak zaznaczyłem czerwonymi strzałkami. Woda taka może być toksyczna dla zwierząt.

Saturday, 26 October 2013

Dlaczego marzyłem o podróży do RPA

Czy marzycie o wycieczce do RPA? Istnieje wiele powodów żeby do RPA nie jechać. Najważniejsze są pieniądze, potrzebuję co najmniej dwa tygodnie wolnego z pracy, mam do zrobienia dużo w domu. Przeciwko tym wszystkim i innym niedogodnościom przemawia tylko jeden powód w mojej wewnętrznej walce żeby do RPA jednak pojechać. Jest to dziwne uczucie, nazwane w języku angielskim „Wanderlust”, nie mogę znaleźć odpowiednika w języku polskim. Jest to dziwny instynkt, odpowiedzialny za to że kupuję tyle magazynów i książek turystycznych. Z niewiadomych powodów ciągnie mnie w nieznane. Słownik języka angielskiego – Webster, wyjaśnia że „Wanderlust” to silne pragnienie lub impuls w kierunku wędrówki , zgłasza, nieco bardziej interesujące jest stwierdzenie, że jest to słowo to zapożyczone jest z języka niemieckiego na przełomie XIX wieku - wandern dosłownie oznacza "wędrować " - choć wanderlust zdezaktualizowało się w jego ojczystym języku. Czyli, pomimo że Niemcy wymyślili to słowo, prawie go nie znają i używają terminu "Fernweh", co przekłada się luźno „ból na odległość.” Zapytamy, skąd faktycznie pochodzi to aż bolesne pragnienie do podróżowania? Bruce Chatwin w książce „Anatomy of Resstlessness” napisał że istoty ludzkie posiadają wędrowny instynkt , który nakazuje im wędrować wielkie odległości w poszukiwaniu zieleńszej trawy.


Marzyłem o zobaczeniu afrykańskich zwierząt, między innymi słoni.

Zgadzam się, to częściowo wyjaśnia, dlaczego ludzie rozprzestrzenili się na całej Ziemi. Chatwin przechodzi do stwierdzenia, że wanderlust jest instynktem odziedziczonym od naszych przodków, zbieraczy i myśliwych, którzy tak jak Buszmeni ciągle to robią, wędrowali w poszukiwaniu wody i zwierząt. Pewne jest, że wanderlust inspiruje ludzi do ekstremalnych przygód w dziwnych miejscach. W 1910 roku gazeta „New York Times” doniosła że pewna młoda kobieta tłumaczy swoje postępowanie wanderlustem, kiedy znaleziono ją przebraną za chłopca. Opowiedziała niesamowitą jak na tamte czasy historię jak wielokrotnie zakładała męską odzież , aby nieskrępowanie zwiedzać okolice. Panna Tillson co jakiś czas dostaje pragnienia, które jej przyjaciele opisują jako „wanderlust”, opuszcza dom na pewien czas. Kiedyś, podróżowała przez dwa miesiące, udając chłopaka, pracowała na farmie w pobliżu Chester. W czasie innej podróży pracowała jako kelnerka w Nowym Jorku. jeszcze innym razem, została zatrzymana przez policję w Nyack, także stroju chłopca. Widzimy jak trudne, było podróżowanie 100 lat temu. Musiało być dziesięć razy trudniej dla kobiet. Należą jej się słowa uznania. Ciekawe co stało się z panną Tillson później?
Jak pracuje „Wanderlust” w naszym przypadku? Wydaje mi się że jeśli przeglądacie blogi turystyczne, i natkniecie się przykładowo na wpis o RPA, zauważyć można coś co was zainteresuje. Zaczniecie szukać informacji w innych źródłach. Istnieje wiele wspaniałych portali o RPA. Można też odwiedzić Wikipedię i kupić przewodnik turystyczny. Za każdym razem, kiedy zdobywamy więcej informacji, coraz bardziej chcemy pojechać do RPA. Kiedy już uzbieraliśmy pieniądze i udało nam się pojechać na wycieczkę, może się okazać że trochę zawiedliśmy się. Nie mówię tutaj, że RPA nie jest ciekawym krajem. Wszystkie blogi i strony internetowe podają informacje o atrakcjach turystycznych, ciekawostki, jakie zwierzęta i tak dalej. Nie oznacza to że na naszej wycieczce do RPA zobaczymy wszystko o czym czytaliśmy. Nie uda nam się z pewnością zrobić zdjęć, jakie widzimy w magazynach turystycznych. Zajmuje to czasami długie miesiące zawodowym fotografom, żeby zrobić udane zdjęcie.

Sunday, 13 October 2013

Czy masz w sobie trochę zoophagy?

Frank Buckland - XIX wieczny przyrodnik, miał umowę z londyńskim zoo, że po śmierci któregoś z egzotycznych zwierząt, chciał mieć możliwość gotowania i jedzenia mięsa. Frank Buckland był popularnym pisarzem, ale jego prawdziwą pasją było to, co nazywał "zoophagy" czyli mało znane angielskie słowo znaczące jedzenie niezwykłych zwierząt. Takie dziwne zamiłowanie, jak na tamte czasy odziedziczył po ojcu, geologu i paleontolog Williamie Buckland. Zoo w Londynie udostępniło Frankowi dostęp do zwłok szeregu zwierząt z Afryki, w tym słonia, nosorożca i żyrafę. Buckland ugotował pie z nosorożca i serwował to danie na jednym ze swoich wykładów. Muszę przyznać że nigdy nie słyszałem o „zoophagy”, ale okazuje się że wielu turystów odwiedzających RPA życzy sobie odwiedzenia restauracji, gdzie podawane są dania z afrykańskiej dziczyzny. Kiedy jesteśmy w miejscu, gdzie podawany jest krokodyl, większość turystów wybiera właśnie krokodyla, bo jest to ciekawostką. Przyznam, że też uwielbiam degustację takich egzotycznych potraw, chociaż czasami może to być niebezpieczne. Kiedyś zerwałem z drzewa owoce, których nie znałem. Wydał mi się podobny do granata, dlatego postanowiłem go zjeść. Kiedy powiedziałem to znajomej, poradziła mi że powinienem pójść do lekarza na płukanie żołądka. Wiele owoców jest przecież trujących. Moje postępowanie wydawało się dziwne dla wszystkich, ale okazuje się że wielu ludzi robi podobnie. Wracając do tego nieznanego owocu - okazało się że zjadłem tree tomato, czyli rodzaj pomidora rosnącego na drzewie. Pomidory takie pochodzą z Ameryki Południowej i często spotykane są w RPA. Zrobiłem trochę googlowania. Znalazłem więcej informacji na temat „zoophagy”. Okazuje się że używane w RPA słowo „carnivore ” zastąpiło słowo „zoophagy”, ale słowa te znaczą to samo. W Johannesburgu jest nawet restauracja o nazwie Carnivore. Chyba nie muszę tłumaczyć, co tam jest podawane. Ciekawe czy w języku polskim mamy odpowiednik słowa zoophagy?

Saturday, 20 July 2013

Dlaczego jesteśmy przeciwko spacerom z lwami?

Bliskie spotkania z wielkimi kotami Afryki jest nieodpartym magnesem dla wielu turystów w Afryce, czym bliższe spotkanie, tym wyższe emocje. Więc kiedy operatorzy turystyczni oferują, za dodatkową opłatą, możliwość na "spacer z lwami", nie jest zaskoczeniem, że istnieje wielki popyt. A kiedy dowiemy się, że pieniądze idą w kierunku ochrony środowiska i przywrócenia lwów do ich naturalnego środowiska, gotowi jesteśmy zapłacić nawet wysokie sumy. Populacja afrykańskich kotów zmniejsza się w szybkim tempie. Pół wieku temu żyło sobie około 100000 lwów na sawannach całej Afryki, dziś pogłowie lwów jest poniżej 30000. Czterdzieści procent z nich żyje w Tanzanii i tylko dziewięć krajów, może twierdzić, że mają więcej niż 1000 dzikich lwów. Kiedy powiemy że dzikie lwy są na wyginięciu, zapewne nie jest przesadą. Z gepardami sytuacja jest jeszcze bardziej tragiczna. W RPA żyje tylko około 1000 gepardów, z czego 250 jest w ośrodkach zarabiających pieniądze dzięki wizytom turystów. Więc gdzie może być problem z wszelkich prób odwrócenia trendu? Cóż, kontrowersje i ochrona przyrody idą w parze. Zwłaszcza działalność Antelope Park w Gweru, w Zimbabwe i siostrzanej placówki - Lion Encounter w Victoria Falls w Zimbabwe i Zambii, gdzie oferowane spacery z lwami wydają mi się kontrowersyjne. Antelope Park, jak stwierdzono na stronie internetowej, jest "do domu słynnej ALERT rehabilitacji lwów, jak podał brytyjski program dokumentalny „Lion Country”. ALERT, wydawałoby się, jest organizacją non-profit, czyli nie zarabiającą pieniędzy, powołaną w celu ochrony lwów. Istotą programu organizacji ALERT jest "wizja", opierająca się na czterech etapach zakończonych skutecznym uwolnieniem lwów do prawdziwych obszarów ochrony. Rozumie, że wielkie projekty nie zawsze są realizowane w krótkim czasie, ale ALERT został założony w 2005 roku i jeszcze do tej pory nie uwolnił nawet jednego lwa na wolność. Lwy są rozmnażane w niewoli. Lwiątka pozują do zdjęć z turystami ale szybko robią się duże i niebezpieczne, pomimo że od urodzenia miały styczność z ludźmi. W miarę upływu lat wzrasta liczba lwów na uwięzi. To prosta arytmetyka, możemy to wywnioskować po wielkiej ilości młodych lwów, czyli gdzie robi się pieniądze. Lwy nie umiejące polować, przyzwyczajone do widoku ludzi nie mają wielkich szans do przetrwania na wolności. Zagraniczni myśliwi przygotowani są płacić duże sumy za ustrzelenie lwa. Nie zdają sobie nawet sprawy, że są to podstawione lwy do odstrzału. Znany aktor z USA, Adam Sandler odwiedził ośrodek gepardów w okolicach Kapsztadu. Kiedy schylił się, żeby dać gepardowi trochę wody, został zaatakowany, na szczęście opiekunka geparda była w pobliżu i i zdołała ocalić aktora.

Sunday, 7 July 2013

Nasze pragnienie pustyni

Nasze pragnienie szalało, kiedy wędrowaliśmy przez Tatasberg - aglomerację głazów granitowych ułożonych jeden na drugim. Ten charakterystyczny szczyt wygląda twierdza olbrzyma skazanego na wygnanie na pustynię. Z kolegą Garym zdaliśmy sobie nagle sprawę, że nie mamy wystarczających zapasów wody. Organizm może domagać się paru litrów wody na godzinę, zwłaszcza, gdy wokół panują ekstremalnie gorące i suche warunki. Na południowym końcu Pustyni Namib, jest to jedyny,prawdziwy pustynny rejon RPA. Temperatury w okresie letnim często dochodzą do 50 stopni Celsjusza a promieniowanie ultrafioletowe jest wyższy niż w większości miejsc na ziemi. Opady deszczu mogą być tak niskie jak 40 milimetrów rocznie, podczas gdy parowanie osiąga 3000 milimetrów w roku.
Byliśmy tam w zimie, ale i tak istnieją tylko dwa rodzaje temperatur dziennych: gorąco i bardzo gorąco. Kiedy wdrapałem się na stromy szczyt , moje pragnienie zanikło na chwilę, wyparte z mojej świadomości przez widoki panoramiczne rozciągające się we wszystkich kierunkach. Pasma gór wznoszące się ponad ostrymi szczytami na tle metalicznego nieba.
Niektóre z tych masywów mają wiek dwa miliardy lat, czyli połowa wieku naszej Ziemi. Przeplatane między nimi piaskowe doliny, kilku kilometrowej szerokości, jak jałowe płótno, na którym nic nie porusza się z wyjątkiem powoli pełzającego cienia skalistych szczytów.
W kierunku północnym od rzeki rozciąga się Park Narodowy Ais-Ais po stronie Namibii, obecnie będący częścią transgranicznego rezerwatu przyrody z kanionem rzeki Rybnej. Na południu znajduje się Park Narodowy Richtersveld i Richtersveld Community Conservancy - rdzeń ósmej w RPA atrakcji wpisanej na listę Światowego Dziedzictwa UNESCO, cenionego za jego wyjątkowe
wartości nie tylko przyrodnicze ale i kulturowe.
W oddali widać rzekę Oranje wijącą się przez wąwozy w drodze do Oceanu Atlantyckiego. W Richtersveld, wzdłuż koryta rzeki wznosi się wąska linia zielonych drzew akacji, jedyny jasny kolor w hegemonii beżowego i czarnego otoczenia. Nic dziwnego nie było żadnych oznak ludzi, chociaż wiem, że istnieje tutaj kilka kempingi wzdłuż rzeki, gdzie przygotowywane są samochody 4x4. Nie ulega wątpliwości, szukający przygód turyści ochłodzą się teraz w wodzie.
Mieszkaliśmy w kilku miejscach: De Hoop, Richtersberg, Potjiespram i kemping Tatasberg. Głębiej
w górach był Kokerboomkloof, kemping otoczony granitowymi głazami i lasem drzew kołczanowych. Wiedziałem też, że żyje tutaj kilku pasterzy z plemienia Nama, ostatniego koczowniczego ludu w kraju. 

W naszej drodze do parku, zaplanowaliśmy spotkanie z Josephem Obies. Siedzi i czekał na nas w cieniu drzewa shepherds, jego kozy pasły się w pobliżu.
Wykopaliska archeologiczne świadczą że przodkowie Josepha żyli tutaj od około 4 tysięcy lat, bezustannie przenosząc swoje stada i składane szałasy z trawy.
Spojrzał na nas przez dym z papierosa, a potem przyglądał się naszej przyczepie i wszystkim naszym narzędziom. Ludność Nama jest prawnym właścicielem tych terenów i dzierżawi go dla
 SanParks dla celów ochrony przyrody. Turyści często są zaskoczeni, kiedy zobaczą kozy pasące
 się na terenie parku, nie zdając sobie sprawy że pasterze Nama są do tego upoważnieni.
Ale przystosowanych do życia na pustyni Nama jest bardzo niewielu, na powierzchni 6000 kilometrów kwadratowych żyje nie więcej jak 100 tych oryginalnych ludzi w dużej mierze
na niedostępnym terytorium. Stojąc na szczycie Tatasberg, halucynogenne ciepła mieniło się w
powietrzu i cisza szumiała w uszach.
Pustynie w RPA mogą występować w RPA w wielu formach, ale dla mnie, Richtersveld definiuje to lepiej niż jakikolwiek inne miejsce. Chociaż zastraszające,jest także pokorne i inspirujące. Region wywarł podobny wpływ na wiele innych osób, w tym Dr Graham Williamson, który prawdopodobnie zna to miejsce lepiej niż ktokolwiek inny. Jest to prawie niemożliwe, aby przekazać uczucia podczas obecności na pustyni, która nasyca nas wrażeniem że jest szorstka, okrutna, sucha, księżycowy krajobraz, ale emanuje piękno niezwykłej intensywności.
Teraz z siedzibą w Kapsztadzie, Graham i jego żona Francoise mieszkali w nadmorskim miasteczku Oranjemund ponad 20 lat. W tygodniu
 pracował jako dentysta w miejscowej kopalni diamentów, w weekendy, on przekształcał się w
 pionierskiego przyrodnika i botanicznego eksperta. Niestrudzona para zbadała góry i doliny na piechotę, a ich miłość i szacunek dla tego obszaru wzrastał, napisali książkę „Richtersveld The Enchanted Wildernes”.
 Jak Graham wyjaśnił mi po mojej wycieczce ndo Tatasberg, rośliny i zwierzęta nie tylko są zdolne przetrwać, a nawet rozwijać się mimo ciężkich warunków pustynnych.
Węże, chrząszcze i gekony znoszą upały przez zagnieżdżenie się głęboko w piasku lub
ukrywanie się w szczelinach skalnych. Większość z nich jest aktywnych nocą.
Niektóre kameleony mają w nosie gruczoł usuwający z organizmu nadmiar soli.
Żaby i ropuchy, takie jak tajemnicze
The Namaqua caco (Cacosternum namaquense) zapadają w
hibernację w szczelinach lub w miękkiej gliny w czasie suszy.
Kiedy przybywa oczekiwany od dawna deszcz, płazy wyłaniają się z chęcią nadrobienia straconego czasu na kopulację całą noc.
„Ogłuszająca kakofonia przyciąga samice”, powiedział Graham. "W jedną taką noc w czerwcu 1986, po najlepszych deszczach jakie pamiętają najstarsi ludzie, z Francoise przeżyliśmy symfonię żab tak głośno że nie było mowy o spaniu."
Widział szakala pijącego wodę morską bez negatywnych skutków, ale większe ssaki są rzadkie ze względu na brak wody. Nawet tak wytrwałe zwierzęta jak gemsbok nie wstępują tutaj licznie. Spotyka się klipspringera, springboka i zebrę Hartmanna. Największe drapieżniki leopard i karakal, które mogą przetrwać na małych gryzoniach i ptakach.
Scorpiony są powszechne, w tym bardzo niebezpieczny, jadowity Parabuthus granulatus,
 a jeden z najbardziej jadowitych pająków na świecie - sicarius testaceus.
Węże, takie jak niebezpieczna kobra przylądkowa. Nie śpij w nocy na ziemi i nie zdejmuj butów. 

Roślinność Richtersveld 

 
Ale Richtersveld znany jest najbardziej z roślinności zdaniem Grahama.
W rejonach Gruboszowatego Karru – strefy biotycznej z 5000 gatunków roślin, z których ponad połowy nie znajdziesz nigdzie indziej, jest globalnym botaniczne cudem natury i jednym z tylko
 dwóch na świecie, który jest całkowicie suchy (Drugi to Półwysep Somalijski).
 
Amaryllis paradisicola
  "Niektóre rośliny mogą obniżyć temperaturę swoich liści poniżej normalnego metabolizmu co powoduje kondensację pary wodnej. Inne mają liście w kształcie łyżki, łapią wilgoć z mgły. Niektóre mają włoski na liściach, które służą jako pułapki wody, zaś inne rozwijać duże ilości czerwonego, pomarańczowego, a nawet czarnego pigmentu do ochrony przed nadmiernym promieniowaniem słonecznym. Graham i Francoise odkryli kilka nowych gatunków roślin i mieli swoją rolę w ponownym odkryciu spektakularnego Amaryllis paradisicola,
 gatunek występuje tylko w Paradyskloof w zachodniej części parku.
    Najbardziej znane z roślin które rosną w tym regionie są niewątpliwie drzewa kołczanowe (kokerboom), stojących niby straż nad krajobrazem i nazwane tak bo Buszmeni wykorzystywane gałęzie na strzały do łuków.
Trzy gatunki drzew kołczanowych spotykanych tutaj rosną zaledwie o centymetr lub dwa każdego roku, ale mogą żyć przez ponad 200 lat. Ich kora jest chłodna w dotyku, odbija promienie słońca, natomiast twarde, soczyste liście i pień mogą przechowywać kilka litrów wody. Jeżozwierze i inne gryzonie czerpią z pni wilgoć, żółte kwiaty dostarczają nektaru dla nektarników, a gałęzie dają bezpieczne miejsce na gniazda dla ptaków drapieżnych w krajobrazie pozbawionym drzew.

Tatasberg, drzewo kokerboom
Tatasberg w Richtersveld w RPA
Mało znana żeneta afrykańska

Sunday, 30 June 2013

Trasa Panoramiczna w Górach Smoczych inaczej

Trasa Panoramiczna to jedno z najlepiej znanych miejsc widokowych w RPA.
Po drodze do Parku Krugera, zatrzymujemysię przy Trasie Panoramicznej. Jest to rodzaj odmiany, w Krugerze podziwiamy dzikie zwierzęta i busz, wyjeżdżamy i krajobraz zmienia się dramatycznie.
Widzimy plantacje eukaliptusów i sosny, plantacje bananów, owoców cytrusowych i innych.
Każda wycieczka zatrzymuje się w 4 podstawowych miejscach, czyli wodospad Lisbon, Bourkes Luck Potholes, Boże Okno i widok an Three Rondavels z kanionem rzeki Blyde.
Tymczasem, w tym rejonie aż roi się od innych atrakcji.
Przygotowałem mapkę, na której dokładnie zaznaczyłem, co jeszcze można zobaczyć.
Zapraszam do dokładengo obejrzenia mapy. Napisy w kolorze zielonym to atrakcje turystyczne, prawda że jest ich wiele? Niestety, żeby możliwe było czytanie mapy, proszę kliknąć na mapie i ją powiększyć. Nie jest to łatwe, musicie się nad tym pomęczyć, ale moim zdaniem warto.






A to jest panorama widziana z mniej znanego miejsca - Wonder View.
Wspaniały widok na Lowveld.
Dodam że   "veld" to rozległa równina porośnięta trawą, przechodzącą w niski busz. Veld to odpowiednik prerii w Ameryce Północnej, pampa w Ameryce Południowej.


Najciekawsze blogi

Ptaki w Parku Krugera

W Parku Krugera występuje aż 507 gatunków ptaków. Nie jest łatwo pomieścić wiele ptaków, dlatego zrobiłem mały fotomontaż. Mam nadzieję że to nie psuje zabawy. Oto tylko niektóre z ptaków w Krugerze

Ptaki w Parku Krugera w Repulice Południowej Afryki
Ptaki w Parku Krugera w RPA
Ptaki z Parku Krugera w Afryce Południowej
Marabut

RPA jest jak piękna kobieta

Nowe, demokratyczne RPA cieszy się wielkim zainteresowaniem wśród turystów: wspaniałe, słońcem całowane plaże, Wielka Piątka Afryki, rozległe otwarte równiny usiane starożytnymi baobabami, majestatyczne pasma górskie, lasy, tubylcze plemiona, dzikie kwiaty, malownicze winnice w Kapsztadzie, nie wspominając już o słonecznej pogodzie?  RPA w branży turystycznej jest jak wytworna dama, którą każdy podziwia za jej urodę, ale wszyscy zapominają o intrygującej osobowości. Ze smutkiem muszę przyznać że kultura i dziedzictwo Republiki Południowej Afryki są często zaniedbane przez zagranicznych turystów. Moim zdaniem, zwiedzanie kraju, bez poznania najważniejszych faktów historycznych mija się z celem. Wyciągamy wtedy błędne wnioski na temat ludzi i kraju. Nic dziwnego że Światowa Organizacja Turystyki (UNWTO) szacuje, że około 40% z turystyki międzynarodowej może być klasyfikowana jako turystyka tematyczna, skupiająca się wokół kultury i historii danego kraju, według danych z badań przeprowadzonych w roku 2011 rocznego sprawozdania opublikowanego przez Tourism Strategic Research Unit. Szacuje się że mniej niż 10% zagranicznych turystów odwiedzających RPA interesuje się historią i kulturą RPA. Przykładowo, Robben Island nie przyciąga tylu turystów co Koloseum, ten starożytny amfiteatr, odwiedza około cztery miliony turystów rocznie. W RPA, nie musisz stać w długich kolejkach, lub płacić wygórowanych cen za wstępy. Pod tym względem, Południowa Afryka jest w pozycji prawie do pozazdroszczenia. Pozostaje jeszcze pytanie: czy RPA posiada kulturowe odpowiedniki takich atrakcji jak Wersal, Koloseum, Statua Wolności? Oczywiście, że tak. Wartość obiektów kultury i dziedzictwa narodowego leży w ich naturalnej wyjątkowości, powinny one być różne w każdym kraju w zależności od historii. Prawdziwa sztuka polega na sposobie reklamy takich atrakcji, czyli umiejętności prezentacji żeby inni potrafili docenić ich znaczenie dla kraju.
Weźmy, na przykład, Zamek Dobrej Nadziei. Może to nie jest Hall of Mirrors lub piękne ogrody Wersalu, ale posiada wysokie znaczenie w kontekście podbojów Nowego Świata i powstania RPA. Zamek zbudowany w ramach ekspansji Holenderskiej Kompanii Wschodnioindyjskiej w latach 1666 do 1679, jest najstarszym zachowanym budynkiem kolonialnym w Afryce Południowej, oferuje turystom możliwość wglądu na to jak wyglądało życie w Kapsztadzie w XVII i XVIII wieku. Voortrekker Monument pobliżu Pretorii nie jest tak wysoki, jak Statua Wolności, ale jest równie imponujący ze względu na swoje położenie na wzniesieniu ponad miastem i znaczenie historyczne. Jego 40 m, szerokości, długości i wysokości czyni go pokaźną strukturą z granitu. Został wzniesiony w latach od 1937 do 1949, koszt budowy to zawrotna suma jak na tamte czasy 350 000 funtów. Voortrekker Monument jest symbolem odwagi pionierów wędrujących z Kapsztadu w głąb kontynentu afrykańskiego w poszukiwania lepszego życia. Upamiętnia przede wszystkim bitwę pod Krwawą Rzeką, która miała miejsce dnia 16 grudnia 1838 roku. Oddział złożony z 470 białych pod dowództwem Andriesa Pretoriusa pokonał wtedy armię Zulusów liczącą 12 tysięcy wojowników. Pomnik Voortrekker otacza kamienny mur, na którym wyrzeźbiono 64 wozy wozy ustawione w kolistym szyku obronnym. Muzeum, to ogromny sześcian, wewnątrz którego znajdują się płaskorzeźby przedstawiające historię Wielkiego Treku. Jeśli zamiast kolonialnej przeszłości interesuje cię znacznie dłuższy okres historii polecamy Kolebkę Ludzkości z muzeum Maropeng. Odkryto tam około 1000 skamieniałych szczątków człowieka pochodzących z różnych okresów na przestrzeni tysięcy lat. Nic dziwnego że Kolebka Ludzkości znalazła się na liście Światowego Dziedzictwa Kulturalnego i Przyrodniczego UNESCO.

Sunday, 19 May 2013

Nurkowanie w Kapsztadzie i w Mozambiku

Plan wycieczki z Africangamesafari Przylatujemy do Johanesburga z Warszawy 15 pażdziernika /przez Dubaj. Mamy hotel koło lotniska i 16.10.2013 lecimy samolotem na Wodospad Wiktorii. Mamy zarezerwowane cztery noclegi, tak więc do dyspozycji trzy pełne dni na Vic Falls. Pierwszy dzień tj. 17-tego chcielibyśmy zrobić rafting, drugi Botswanę, a na trzeci pobyczyć się. Pytanie: czy wizy do Zimbabwe kupuje się przy odprawie jak przylecimy do Vic Falls? Czy musi być podwójna ze względu na Botswanę i ile one kosztują? Czy spływ i Botswanę wystarczy wykupić w dniu przylotu do VF czyli 16-go czy bukować przez hotel wcześniej? Wracamy do Johanesburga 20-tego, śpimy w tym samym hotelu, by nazajutrz wyjechać ciężarówką. na "Wycieczkę Busz i Plaża". Jak wspomniałem wcześniej w Vilanculos wykupiłem dwa dni nurkowe w czasie pobytu naszej grupy 26 i 27 pażdziernika /rezygnujemy z dodatkowego zestawu atrakcji na Bazarutto. Chcemy ponurkować też będąc w Tofo-24.10.13 dwa nurkowania i w Inhabane 29.10.13 dwa nurkowania, czy mam już teraz bukować te nurki czy wystarczy jak tam przyjedziemy? Po powrocie do Johannesburga śpimy ponownie w hotelu przy lotnisku, aby nazajutrz tj.4 listopada polecieć Kululą do Durbanu i transferem z bazy nurkowej do Umkomaas. Wracamy do Durbanu 7.11.13, śpimy, zwiedzamy, a 9.11.13 Kululą lecimy do Kapsztadu do hotelu gdzie mamy zapłacone noclegi. Wylatujemy z Kapsztadu do domu 15 listopada. Mamy 5 pełnych dni,żeby zrobić nurkowanie w klatce z rekinami w Gaansbay, zwiedzić Przylądek Dobrej Nadziei i zrobić nurkowanie w lesie kelpowym i nurkowanie palagialne. Pozostałe dwa dni połazimy sobie sami, Tak wygląda nasz ambitny plan na zwiedzanie Afryki Południowej. Można zobaczyć rekiny poza klatką jeśli jesteś odważny, pelagialne nurkowanie jest dla ciebie, dodam że rekiny siedmioszpar plamisty nie są groźne