Oto zapytanie jakie dostaliśmy z prośbą o pomoc w zwiedzaniu okolic Kapsztadu.
Proszę o informację czy możecie Państwo pomóc w organizacji pobytu (2
osoby) w RPA.
Planujemy przyjazd ok. 09.03.2012, powrót 24.03.2012.
Pierwsze ok. 4 dni planujemy pobyt w Kapsztadzie, zwiedzanie miasta +
półwysep. Lubimy zwiedzać "na własną rękę", czy jest
możliwość zamieszkania w Państwa pensjonacie, jaka jest możliwość
transportu pomiędzy pensjonatem a centrum miasta, w jaki sposób najlepiej
zwiedzić półwysep?
Następnie chcielibyśmy zwiedzić rejony winiarskie nocując może gdzieś
w winiarniach wokół Kapsztadu - Stellenbosch - ok. 2-3 dni. Chcielibyśmy
również wybrać się na safari tak więc chyba najbliżej to w okolicach
Port Elizabeth oraz wypocząć kilka dni nad oceanem w ładnej
miejscowości nad oceanem przy nie zatłoczonych plażach. Proszę
również o inne propozycje zwiedzenia ciekawych miejsc.
Jak najlepiej zorganizować przelot do Kapsztadu, jakie linie lotnicze
wybrać.
Oto nasza odpowiedź.
przygotowaliśmy następujący plan zwiedzania:
09-Mar Cape Town
10-Mar Cape Town
11-Mar CAPE ARGUS- no tours
12-Mar Cape peninsula Tour
cost R1420
13-Mar Winelands
14-Mar Winelands
15-Mar Hermanus
16-Mar Montagu
17-Mar Oudtshoorn
18-Mar Knysna/ Tsitsikamma
19-Mar Knysna/ Tsitsikamma
20-Mar Port Elizabeth
21-Mar Port Elizabeth
22-Mar Cape Town
23-Mar Cape Town
Naszym zdaniem idealnym rozwiązaniem będzie zwiedzanie z doświadczonym przewodnikiem, nie piszę tak ponieważ chcę zarobić, wiem z doświadczenia że zwiedzanie na własną rękę to strata czasu.
Na Przylądku Peninsula jest wiele interesujących miejsc, znanych tylko doświadczonym przewodnikom.
Oto zalety zwiedzania z przewodnikiem
1. Nie przeoczycie nic ciekawego, przewodnik wie dokładnie co pokazać, przy okazji wszystko wyjaśni.
Czasami przejdziecie obok drzewa lub krzewu, dla was nic on nie znaczy, jednak przewodnik wyjaśni że jest to unikalny gatunek, używany przez lokalną ludność itp.
2. Peninsula to ogromne miejsce, łatwo jest zbłądzić i stracić wiele cennego czasu.
3. Podczas zwiedzania można siedzieć sobie spokojnie i podziwiać krajobrazy, zamiast denerwować się jak tam dojechać.
4.Turyści nie płacą za bilety wstępów przewodników. Przewodnicy mają darmowe wstępy.
5.Przewodnicy wiedzą dosłownie wszystko o zwiedzanych miejscach, można dużo pytać.
6. Zawsze jest ktoś do robienia zdjęć.
7. RPA nie jest niebezpiecznym krajem jak to przedstawiają media w Polsce, ale grasuje tam wielu drobnych oszustów czekających na turystów. Przewodnicy dokładnie wiedzą jak tego unikać. Dzięki temu zwiedzanie jest bezpieczne.
8. W RPA jest lewostronny ruch, wielu kierowców natarczywie łamie przepisy. Zajmuje dużo czasu żeby przystosować się do jazdy. Mój znajomy z Johannesburga pojechał do Kapsztadu, wynajął samochód i wjechał w studzienkę na stacji benzynowej. Pomimo że ubezpieczenie to pokrywa, musiał zapłacić R2000 udział własny. Następnego dnia dostał mandat R500 za przekroczenie prędkości w miejscu gdzie nie było wyraźnego oznakowania.
W dniu 11 marca 2012 odbędzie się słynny wyścig Cape Argus Cycle tour, największa na świecie tego rodzaju impreza. Posiadamy dwie wejściówki, jeśli macie ochotę. Do przejechania dystans 110 km, 35 tysięcy uczestników, to jest coś czego nie przeżyjecie nigdzie więcej. Możemy zorganizować rowery i inne sprawy. Proszę tylko pomyśleć, jakie wspaniałe wspomnienia.
Miejsce to poświęcone jest wolnym rozmowom na temat wycieczek do Afryki. Afryka Południowa staje się coraz bardziej popularniesza wśród turystów z Polski. Poruszymy tutaj tematy wycieczek i podróży do Afryki nie wspominane na stronach biur podróży.
Tuesday, 21 February 2012
Tuesday, 7 February 2012
Ciekawe Grzyby
Nizamiye Mosque - meczet w Johannesburgu
Największy na półkuli południowej meczet właśnie został zbudowany w Midrand, w Johannesburgu.
Meczet, na rogu Le Roux Avenue i K101, zajmuje powierzchnię 10ha i koszt budowy wyniósł R210-mln (około 800 tys. PLN).
Jest on wzorowany na meczecie Selimiye w Edirne, w Turcji, uznanego za jego wystawna architektura osmańska.
Oddany do użytku w styczniu 2012 roku, razem ze średnią szkołą Sama (czyli niebo w języku arabskim), internat dla uczniów, bazar, przychodnia, centrum konferencyjne oraz salę społeczności na 1500 osób.
Przedsięwzięcie jest pomysłem Ali Katircioglu, lat 72, lepiej znanego jako "Wujek Ali", tureckiego biznesmena, który finansuje i zarządza projektem.
Katircioglu, był inspirowany naukami swojego długoletniego przyjaciela Fethullah Gulen, tureckiego kaznodzieja, pisarza i pedagoga, został on poinformowany przez swojego przyjaciela, aby rozwijać projekt w "domu Mandeli".
Meczet został przekazany Fountain Education Trust, islamskiej organizacji non-profit, która będzie zarządzać całą tą instytucją.
Budowla, która jest w 90% ukończona, zawiera cztery minarety, każdy wysokości na 55m. Kopuła ma 32m wysokości i 24m średnicy na szczycie meczetu, z 24 mniejszymi kopułami zdobiącymi sale i dziedziniec.
Wnętrze będzie zdobione w stylu osmańskim z naturalną ceramiką, marmurem i dziełami sztuki islamskiej.
"Wujek Ali" zdawał sobie sprawę, że nie było nawet jednego modelu architektury osmańskiej na półkuli południowej. Odmówił wszystkim sponsorom, doradzając im, aby finansowali na późniejszym etapie, czyli podczas funkcjonowania obiektów, w formie stypendiów dla uczniów.
Naci powiedział kiedyś projekt zostanie ukończony, zwróci się Departamentu Turystyki w Johannesburgu, aby został on wymieniony jako punkt orientacyjny i atrakcja turystyczna.
Szkoła pomieści 800 uczniów.

Meczet, na rogu Le Roux Avenue i K101, zajmuje powierzchnię 10ha i koszt budowy wyniósł R210-mln (około 800 tys. PLN).
Jest on wzorowany na meczecie Selimiye w Edirne, w Turcji, uznanego za jego wystawna architektura osmańska.
Oddany do użytku w styczniu 2012 roku, razem ze średnią szkołą Sama (czyli niebo w języku arabskim), internat dla uczniów, bazar, przychodnia, centrum konferencyjne oraz salę społeczności na 1500 osób.
Przedsięwzięcie jest pomysłem Ali Katircioglu, lat 72, lepiej znanego jako "Wujek Ali", tureckiego biznesmena, który finansuje i zarządza projektem.
Katircioglu, był inspirowany naukami swojego długoletniego przyjaciela Fethullah Gulen, tureckiego kaznodzieja, pisarza i pedagoga, został on poinformowany przez swojego przyjaciela, aby rozwijać projekt w "domu Mandeli".
Meczet został przekazany Fountain Education Trust, islamskiej organizacji non-profit, która będzie zarządzać całą tą instytucją.
Budowla, która jest w 90% ukończona, zawiera cztery minarety, każdy wysokości na 55m. Kopuła ma 32m wysokości i 24m średnicy na szczycie meczetu, z 24 mniejszymi kopułami zdobiącymi sale i dziedziniec.
Wnętrze będzie zdobione w stylu osmańskim z naturalną ceramiką, marmurem i dziełami sztuki islamskiej.
"Wujek Ali" zdawał sobie sprawę, że nie było nawet jednego modelu architektury osmańskiej na półkuli południowej. Odmówił wszystkim sponsorom, doradzając im, aby finansowali na późniejszym etapie, czyli podczas funkcjonowania obiektów, w formie stypendiów dla uczniów.
Naci powiedział kiedyś projekt zostanie ukończony, zwróci się Departamentu Turystyki w Johannesburgu, aby został on wymieniony jako punkt orientacyjny i atrakcja turystyczna.
Szkoła pomieści 800 uczniów.

Thursday, 26 January 2012
Trasa 62 w Zachodniej Prowincji Przylądkowej w RPA
Szlak 62 jest trasą turystyczną w Zachodniej i Wschodniej Prowincji Przylądkowej, Republice Południowej Afryki, który wije się pomiędzy Kapsztadem i Oudtshoorn, Langkloof i Port Elizabeth, oferując alternatywny, ale bardzo piękny przejazd do autostrady N2.
Jest to obszar wspaniałych krajobrazów i klifów górujących nad kryształowymi strumieniami, wieloma drzewami i flory - wszystko to sprawia że Paarl, Wellington, Breede River Valley, Małe Karru i Langkloof są uważane za najpiękniejsze i najbardziej zróżnicowane regiony Republiki Południowej Afryki.
Stale zmieniające się kolory majestatycznych gór, malownicze przełęcze, rzeki, winnice i sady to tylko niektóre atrakcje tutaj dostępne. Szlak 62 oferuje Państwu niezapomnianą przygodę - czy to w sensie fizycznym lub po prostu jako kalejdoskop malowniczego spokoju.
Trasa 62 zabierze cię wzdłuż najdłuższej trasy wina w Zachodniej Prowincji Przylądkowej i prawdopodobnie na całym świecie. Innowacja i duma, w połączeniu z naturalnym pięknem terenu i łagodnym klimatem są harmonijnie wyważone, co sprawia że produkuje się tutaj wiele wybitnych win.
Łatwo dostępne miasta, położone wzdłuż dolin, oferują mnóstwo okazji do zwiedzania. Od wizyt w winiarniach po rezerwaty przyrody, sztukę plemienną, wycieczki kulturalne, muzea i dla kochających przygodę: szlaki turystyczne i wspinaczki górskie, trasy 4x4, spływy kajakowe, jazda konna, a nawet jazda na strusiach i wędkowanie.
Trasa 62 to ekscytującym doświadczeniem, nawet dla doświadczonych podróżników. A gdy jesteś zmęczony po całym dniu podróży, można nawet odpocząć w jednym z regionu ożywczych gorących źródłach, albo odpoczywać w rustykalnym spokoju.
To malownicza trasa przebiega przez rolnicze miasta, takie jak Calitzdorp, Ladismith, historyczne Amalienstein, Zoar i słynące z uprawy owoców i produkcji wina miasta Barrydale, Montagu, Ashton, Bonnievale, Robertson, McGregor, Worcester, Rawsonville, Ceres, Wolseley, Tulbagh, Wellington i Paarl. Obejmuje Langkloof z następujących miejscowościach; Misgund, Louterwater, Krakeel, Joubertina i Kareedouw.
Trasa 62, znany również jako Trasa Górska, prezentuje turystom uderzające budowle górskie. Andrew Bain i jego syn, Thomas Bain byli inżynierami i konstruktorami kilku przełęczy na Trasie 62. Przełęcz Michella w pobliżu Ceres, przełęcz Bain's Kloof w pobliżu Wellington, przełęcz Gydo idąca na północ od Ceres do Skurweberg, Tulbagh Kloof (od miasta Tulbagh), przełęcz księcia Alfreda (po Prince Alfred) z Knysny do Uniondale, Przełęcz Tradouw w pobliżu Barrydale, przejście Garcia's z Riversdale do Ladismith, Cogmans Kloof, z Ashton do Montagu i Swartberg Przełęcz od Oudtshoorn do Prince Albert.
Trasę 62 czyni naprawdę specjalną spokój oferowany podróżującym. Trasa jest bezpieczna więc przygód nie muszą się martwić o ich bezpieczeństwo osobiste. Ludzie na Trasie 62 są kolejną intrygującą atrakcją. Są przyjaźni i chętni do pomocy i rozmów z podróżnymi.
Ci, którzy zwiedzili już Trasę 62 od czasu do czasu wracają bo stwierdzili, że zapewnia im najbardziej inspirujące przygody.
Jest to obszar wspaniałych krajobrazów i klifów górujących nad kryształowymi strumieniami, wieloma drzewami i flory - wszystko to sprawia że Paarl, Wellington, Breede River Valley, Małe Karru i Langkloof są uważane za najpiękniejsze i najbardziej zróżnicowane regiony Republiki Południowej Afryki.
Stale zmieniające się kolory majestatycznych gór, malownicze przełęcze, rzeki, winnice i sady to tylko niektóre atrakcje tutaj dostępne. Szlak 62 oferuje Państwu niezapomnianą przygodę - czy to w sensie fizycznym lub po prostu jako kalejdoskop malowniczego spokoju.
Trasa 62 zabierze cię wzdłuż najdłuższej trasy wina w Zachodniej Prowincji Przylądkowej i prawdopodobnie na całym świecie. Innowacja i duma, w połączeniu z naturalnym pięknem terenu i łagodnym klimatem są harmonijnie wyważone, co sprawia że produkuje się tutaj wiele wybitnych win.
Łatwo dostępne miasta, położone wzdłuż dolin, oferują mnóstwo okazji do zwiedzania. Od wizyt w winiarniach po rezerwaty przyrody, sztukę plemienną, wycieczki kulturalne, muzea i dla kochających przygodę: szlaki turystyczne i wspinaczki górskie, trasy 4x4, spływy kajakowe, jazda konna, a nawet jazda na strusiach i wędkowanie.
Trasa 62 to ekscytującym doświadczeniem, nawet dla doświadczonych podróżników. A gdy jesteś zmęczony po całym dniu podróży, można nawet odpocząć w jednym z regionu ożywczych gorących źródłach, albo odpoczywać w rustykalnym spokoju.
To malownicza trasa przebiega przez rolnicze miasta, takie jak Calitzdorp, Ladismith, historyczne Amalienstein, Zoar i słynące z uprawy owoców i produkcji wina miasta Barrydale, Montagu, Ashton, Bonnievale, Robertson, McGregor, Worcester, Rawsonville, Ceres, Wolseley, Tulbagh, Wellington i Paarl. Obejmuje Langkloof z następujących miejscowościach; Misgund, Louterwater, Krakeel, Joubertina i Kareedouw.
Trasa 62, znany również jako Trasa Górska, prezentuje turystom uderzające budowle górskie. Andrew Bain i jego syn, Thomas Bain byli inżynierami i konstruktorami kilku przełęczy na Trasie 62. Przełęcz Michella w pobliżu Ceres, przełęcz Bain's Kloof w pobliżu Wellington, przełęcz Gydo idąca na północ od Ceres do Skurweberg, Tulbagh Kloof (od miasta Tulbagh), przełęcz księcia Alfreda (po Prince Alfred) z Knysny do Uniondale, Przełęcz Tradouw w pobliżu Barrydale, przejście Garcia's z Riversdale do Ladismith, Cogmans Kloof, z Ashton do Montagu i Swartberg Przełęcz od Oudtshoorn do Prince Albert.
Trasę 62 czyni naprawdę specjalną spokój oferowany podróżującym. Trasa jest bezpieczna więc przygód nie muszą się martwić o ich bezpieczeństwo osobiste. Ludzie na Trasie 62 są kolejną intrygującą atrakcją. Są przyjaźni i chętni do pomocy i rozmów z podróżnymi.
Ci, którzy zwiedzili już Trasę 62 od czasu do czasu wracają bo stwierdzili, że zapewnia im najbardziej inspirujące przygody.
Wednesday, 18 January 2012
Refleksje przy kawie
Czy moge Pana zaprosić na kawę???
kilka lat temu nad tym myslałam...
zn o kawie mysle notorycznie...ale sprawdziłam co napisał Ten Szkot, przez Pana polecany i była tam pozycja pt."Opowieści przy kawie" i od razu skojarzłam z Afryką.
„Trzy filiżanki Etiopii” Wojciecha Bobilewicza są jak trzy filiżanki etiopskiej kawy. „Pierwsza filiżanka, abol, jest jak zauroczenie, gwałtowne uczucie: rozgrzewa krew, otwiera serce i duszę, skłania do rozmowy”.
I taka też jest pierwsza część książki, w której autor opisuje swoją podróż po Południowej Etiopii, podczas której odwiedza plemiona tajemniczych Mursich oraz Hamerów, gdzie jest świadkiem ukuliguli - obrzędu inicjacyjnego, polegającego na skakaniu przez byki. Poznaje też lud Gellebów i Arborów - półkoczownicze plemię zajmujące się hodowlą i uprawą roli, dla którego czas zatrzymał się w miejscu - nadal mieszkają w okrągłych chatach, których surowcami budulcowymi są glina, liście, płachty materiału i kora.
„Po pierwszej kawie dżebenę ponownie napełnia się wodą i stawia na ogniu. Oczekiwanie umila rozmowa na wszelkie tematy. Po jakimś czasie gospodyni znów z wysoka rozlewa do filiżanek brązowoczarny napój. Ta filiżanka nazywa się t’ona. Jest słabsza od poprzedniej, gdyż do wody nie dodaje się nowych porcji zmielonych ziaren. Jest jak spokojna kontemplacja, nie ma już takiego posmaku nowości, jak pierwsza, dlatego można się skupić na jej smakowaniu i zadumać nad sprawami tego świata”.
Taki też charakter ma druga część książki Bobilewicza, w której opisuje on swoją podróż przez Północną Etiopię, będącą kolebką etiopskiego chrześcijaństwa - pełną zabytków, prastarych budowli, klasztorów (m.in. Debre Damo z VI w., do którego można się było dostać, wspinając się po 15-metrowej pionowej skale) i kościołów, w tym uchodzącego za „ósmy cud świata” kompleksu trzynastu świątyń w Lalibeli wykutych w XIII wieku w litej skale. Autor obrazowo przedstawia tu (książka zawiera również ilustracje – zdjęcia z podróży) miasto Aksum, gdzie - jak głosi legenda - przechowywana jest Arka Przymierza przywieziona przez Menelika I (syna Salomona i królowej Saby) z Jerozolimy. Cały ten rozdział ma w sobie coś z kontemplacji, zadumy, medytacji nad sensem naszej egzystencji – nieustannego pośpiechu, gdy to, co najistotniejsze, przechodzi tuż obok.
„Dżebena po raz trzeci napełniana jest wodą i pozostaje na ogniu aż napar będzie gorący. Wszak - jak mówi etiopskie powiedzenie: „kawa i miłość są najlepsze, gdy są gorące”. I znów filiżanki wypełnia brunatny płyn - trzecia ma nazwę baraka. I jest błogosławieństwem w drodze, można ją chłonąć w milczeniu. Gdy opadną emocje po pierwszej, gdy znuży nas kontemplacja po drugiej, przy trzeciej można po prostu odpocząć po słodkim zmęczeniu zmysłów, gorących i serdecznych rozmowach, przemyśleniach”.
O tym odpoczynku mówi trzecia część książki, w której autor opisuje swój pobyt w mieście Harar, gdzie musiał zatrzymać się na dłużej z powodu złego samopoczucia. To miasto, w którym w harmonii żyją obok siebie chrześcijanie i muzułmanie, w którym okrzyki bawiących się dzieci przeplatają się z nawoływaniem handlarzy, zapachem kadzidła i parzonej kawy oraz śpiewem muzeina, wzywającego do modlitwy.
Jak mówi przysłowie: „Podróżujesz nie po to, by zobaczyć nowe, lecz by spojrzeć inaczej na stare”. „Trzy filiżanki Etiopii” skłaniają do refleksji, sprawiają, że człowiek konfrontuje się z sobą, ze swoimi celami, marzeniami, dążeniami. W tym miejscu można postawić pytanie: co nas różni od mieszkańców Etiopii? Czy wiąże się to z postępem cywilizacyjnym, z którego dóbr tak hojnie korzystamy? Wydaje mi się, że zasadnicza różnica między nami a nimi polega przede wszystkim na naszym podejściu do życia, które uzewnętrznia się m.in. w sposobie parzenia i picia kawy: my zadowalamy się pospiesznym wypiciem kawy instant zakupionej w pobliskim automacie, zaś dla nich jest to wstęp do rozmowy, spotkania z bliskimi.
kilka lat temu nad tym myslałam...
zn o kawie mysle notorycznie...ale sprawdziłam co napisał Ten Szkot, przez Pana polecany i była tam pozycja pt."Opowieści przy kawie" i od razu skojarzłam z Afryką.
„Trzy filiżanki Etiopii” Wojciecha Bobilewicza są jak trzy filiżanki etiopskiej kawy. „Pierwsza filiżanka, abol, jest jak zauroczenie, gwałtowne uczucie: rozgrzewa krew, otwiera serce i duszę, skłania do rozmowy”.
I taka też jest pierwsza część książki, w której autor opisuje swoją podróż po Południowej Etiopii, podczas której odwiedza plemiona tajemniczych Mursich oraz Hamerów, gdzie jest świadkiem ukuliguli - obrzędu inicjacyjnego, polegającego na skakaniu przez byki. Poznaje też lud Gellebów i Arborów - półkoczownicze plemię zajmujące się hodowlą i uprawą roli, dla którego czas zatrzymał się w miejscu - nadal mieszkają w okrągłych chatach, których surowcami budulcowymi są glina, liście, płachty materiału i kora.
„Po pierwszej kawie dżebenę ponownie napełnia się wodą i stawia na ogniu. Oczekiwanie umila rozmowa na wszelkie tematy. Po jakimś czasie gospodyni znów z wysoka rozlewa do filiżanek brązowoczarny napój. Ta filiżanka nazywa się t’ona. Jest słabsza od poprzedniej, gdyż do wody nie dodaje się nowych porcji zmielonych ziaren. Jest jak spokojna kontemplacja, nie ma już takiego posmaku nowości, jak pierwsza, dlatego można się skupić na jej smakowaniu i zadumać nad sprawami tego świata”.
Taki też charakter ma druga część książki Bobilewicza, w której opisuje on swoją podróż przez Północną Etiopię, będącą kolebką etiopskiego chrześcijaństwa - pełną zabytków, prastarych budowli, klasztorów (m.in. Debre Damo z VI w., do którego można się było dostać, wspinając się po 15-metrowej pionowej skale) i kościołów, w tym uchodzącego za „ósmy cud świata” kompleksu trzynastu świątyń w Lalibeli wykutych w XIII wieku w litej skale. Autor obrazowo przedstawia tu (książka zawiera również ilustracje – zdjęcia z podróży) miasto Aksum, gdzie - jak głosi legenda - przechowywana jest Arka Przymierza przywieziona przez Menelika I (syna Salomona i królowej Saby) z Jerozolimy. Cały ten rozdział ma w sobie coś z kontemplacji, zadumy, medytacji nad sensem naszej egzystencji – nieustannego pośpiechu, gdy to, co najistotniejsze, przechodzi tuż obok.
„Dżebena po raz trzeci napełniana jest wodą i pozostaje na ogniu aż napar będzie gorący. Wszak - jak mówi etiopskie powiedzenie: „kawa i miłość są najlepsze, gdy są gorące”. I znów filiżanki wypełnia brunatny płyn - trzecia ma nazwę baraka. I jest błogosławieństwem w drodze, można ją chłonąć w milczeniu. Gdy opadną emocje po pierwszej, gdy znuży nas kontemplacja po drugiej, przy trzeciej można po prostu odpocząć po słodkim zmęczeniu zmysłów, gorących i serdecznych rozmowach, przemyśleniach”.
O tym odpoczynku mówi trzecia część książki, w której autor opisuje swój pobyt w mieście Harar, gdzie musiał zatrzymać się na dłużej z powodu złego samopoczucia. To miasto, w którym w harmonii żyją obok siebie chrześcijanie i muzułmanie, w którym okrzyki bawiących się dzieci przeplatają się z nawoływaniem handlarzy, zapachem kadzidła i parzonej kawy oraz śpiewem muzeina, wzywającego do modlitwy.
Jak mówi przysłowie: „Podróżujesz nie po to, by zobaczyć nowe, lecz by spojrzeć inaczej na stare”. „Trzy filiżanki Etiopii” skłaniają do refleksji, sprawiają, że człowiek konfrontuje się z sobą, ze swoimi celami, marzeniami, dążeniami. W tym miejscu można postawić pytanie: co nas różni od mieszkańców Etiopii? Czy wiąże się to z postępem cywilizacyjnym, z którego dóbr tak hojnie korzystamy? Wydaje mi się, że zasadnicza różnica między nami a nimi polega przede wszystkim na naszym podejściu do życia, które uzewnętrznia się m.in. w sposobie parzenia i picia kawy: my zadowalamy się pospiesznym wypiciem kawy instant zakupionej w pobliskim automacie, zaś dla nich jest to wstęp do rozmowy, spotkania z bliskimi.
Nocna wycieczka w Parku Narodowym Bontebok
Podczas naszego pobytu w Parku Narodowym Bontebok, spotkaliśmy grupę dzieci ze szkoły podstawowej H. Venter w Ashton, ze ich nauczycielem Jacobus du Toit. W drugą noc dołączyliśmy do ich wycieczki poświęconej żabom, prowadzonej przez rangerów Masindi Raselabe i Johannes Matabata i oficera.
Nasze pierwsze wrażenie było jak dobrze wychowane były dzieci, wszystkie uważnie słuchały powiadań Masindi. Dowiedzieliśmy się o cyklu życia żab, i że wiele żab z tego samego gatunku mają różne kolory, co oznacza, że można gatunek żab można rozróżnić po głosie, nie po wyglądzie. Dowiedzieliśmy się także, że kijanki mają skrzela i do oddychania używają tlen z wody, podczas gdy żaby mają płuca!
Po naszej ciekawej rozmowie zbliżyliśmy się do zapory pełnej żab i głośnego rechotu - mogliśmy tam siedzieć całą noc i słuchając ich muzyki. Masindi i Johannes wyjęli kilka żab i ropuch z zastawionej wcześniej pułapki i zademonstrowali nam różne desenie skóry żab, dzieci oglądały to z zainteresowaniem.
Zrozumieliśmy, jak ważne jest, aby dzieci poznawały naturę. Nie ma to jak nauka w parku. Gdzie można obcować ze zwierzętami. Dzieci nocowały w namiotach nad brzegiem rzeki, czułem ich podniecenie i emocje, które musiały czuć. Bontebok wydaje się idealnym miejscem do organizacji wycieczek szkolnych, ponieważ jest tu bezpieczne, nie spotyka się tutaj drapieżników. Dodatkowo mogą nauczyć się wiele na temat systemów rzecznych, owadów, ptaków, żab i roślin, a także pływać i wędrować, usiąść wokół ognia w nocy by oglądać gwiazdy i rozmawiać o przyrodzie(podczas słuchania żab i świerszczy).
Cóż, Park Narodowy Bontebok już jest za nami - po raz kolejny smutno jest opuścić to miejsce, bo chociaż jest niewielkie, to jednak jest bardzo łatwe do zwiedzania i relaksu. Jesteśmy teraz w drodze do Parku Narodowego Karru, całkowicie innego.
Po drodze drodze, wspinamy się krętą drogą do przełęczy Traudow, i zatrzymaliśmy się na pyszną cappuccino w kawiarni The Blue Cow w Barrydale. Tutaj powitali nas właściciele Boet i Hannalie Cook, którzy powiedzieli nam o postępach, że projekt "working for water" ma na celu wycinanie inwazyjnych roślin w ich rejonie, jak również usuwanie nowych gatunków ryb minnow Redfin, które zostały odkryte niedawno w rzece!
Potem zatrzymaliśmy się na przełęczy Swartberg która jest naprawdę wspaniała i na pewno jest to jedno z przejść w RPA robiących wielkie wrażenie. Wspaniale było zrobić kilka kilometrów drogami gruntowymi, zamiast autostradami N1 lub N2. RPA cieszy się tak różnorodnymi i porywającymi krajobrazami.
Nasze pierwsze wrażenie było jak dobrze wychowane były dzieci, wszystkie uważnie słuchały powiadań Masindi. Dowiedzieliśmy się o cyklu życia żab, i że wiele żab z tego samego gatunku mają różne kolory, co oznacza, że można gatunek żab można rozróżnić po głosie, nie po wyglądzie. Dowiedzieliśmy się także, że kijanki mają skrzela i do oddychania używają tlen z wody, podczas gdy żaby mają płuca!
Po naszej ciekawej rozmowie zbliżyliśmy się do zapory pełnej żab i głośnego rechotu - mogliśmy tam siedzieć całą noc i słuchając ich muzyki. Masindi i Johannes wyjęli kilka żab i ropuch z zastawionej wcześniej pułapki i zademonstrowali nam różne desenie skóry żab, dzieci oglądały to z zainteresowaniem.
Zrozumieliśmy, jak ważne jest, aby dzieci poznawały naturę. Nie ma to jak nauka w parku. Gdzie można obcować ze zwierzętami. Dzieci nocowały w namiotach nad brzegiem rzeki, czułem ich podniecenie i emocje, które musiały czuć. Bontebok wydaje się idealnym miejscem do organizacji wycieczek szkolnych, ponieważ jest tu bezpieczne, nie spotyka się tutaj drapieżników. Dodatkowo mogą nauczyć się wiele na temat systemów rzecznych, owadów, ptaków, żab i roślin, a także pływać i wędrować, usiąść wokół ognia w nocy by oglądać gwiazdy i rozmawiać o przyrodzie(podczas słuchania żab i świerszczy).
Cóż, Park Narodowy Bontebok już jest za nami - po raz kolejny smutno jest opuścić to miejsce, bo chociaż jest niewielkie, to jednak jest bardzo łatwe do zwiedzania i relaksu. Jesteśmy teraz w drodze do Parku Narodowego Karru, całkowicie innego.
Po drodze drodze, wspinamy się krętą drogą do przełęczy Traudow, i zatrzymaliśmy się na pyszną cappuccino w kawiarni The Blue Cow w Barrydale. Tutaj powitali nas właściciele Boet i Hannalie Cook, którzy powiedzieli nam o postępach, że projekt "working for water" ma na celu wycinanie inwazyjnych roślin w ich rejonie, jak również usuwanie nowych gatunków ryb minnow Redfin, które zostały odkryte niedawno w rzece!
Potem zatrzymaliśmy się na przełęczy Swartberg która jest naprawdę wspaniała i na pewno jest to jedno z przejść w RPA robiących wielkie wrażenie. Wspaniale było zrobić kilka kilometrów drogami gruntowymi, zamiast autostradami N1 lub N2. RPA cieszy się tak różnorodnymi i porywającymi krajobrazami.
Park Narodowy Bontebok, najmniejszy w RPA
Park Narodowy Bontebok pobliżu Swellendam w Zachodniej Prowincji Przylądkowej to najmniejszy park narodowy w kraju - tylko 3495 ha - ale tak bardzo ważny dla przetrwania najrzadszego gatunku antylop RPA.
Park powstał w 1931 roku, dzięki inicjatywie grupy lokalnych rolników, którzy już w 1864 roku, zdawali sobie sprawę z konieczności ochrony przed wyginięciem ostatnich Bonteboków. Europejscy osiedleńcy zmniejszyli ich pogłowie z prawdopodobnie kilkuset tysięcy do zaledwie garstki. Najpierw jako park używano tereny w pobliżu Bredasdorp, ale szybko zorientowano się że obszar ten nie sprzyja bontebokom, dlatego w 1960 roku park został przeniesiony do miejsca, gdzie jest obecnie. Park Narodowy Bontebok odgrywa ważną rolę zarówno w zachowaniu gatunku i hodowli Bonteboków dla innych parków, a także zachowanie cennego nadmorskiego renosterveld (rodzaj fynbosu), których większość została zaorana przez okolicznych rolników.
Wczoraj rano obudziliśmy się w naszym osobliwym drewnianym domku, promienie słońca raziły przez okna i ptaki wzywały do wstawania. Po śniadaniu poszliśmy do rzeki Breede w odległości tylko 100 metrów i zostaliśmy powitani przez cztery dorosłe Bontebok i troje dzieci spokojnie pasących się nad brzegiem rzeki. Czuliśmy się tak uprzywilejowany, że zwierzęta te pozwoliły nam zbliżyć się tak blisko (później zdaliśmy sobie sprawę, że są one przyzwyczajone do widoku http://www.blogger.com/img/blank.gifludzi - brak drapieżników czyni je dość odważne). Robiło się gorąco, zapowiadał się w piękny wiosenny dzień, rozkoszując się naszym pierwszym dniem w parku, postanowiliśmy popływać w rzece w obecności jaskółek, zimorodków, pliszek, egipskich gęsi i wikłacz zajętych budową swoich gniazd.
Park Narodowy Bontebok jest rajem obserwatorów ptaków i spełnieniem marzeń dla amatorów fotografii kochających robienie zdjęć przed zachodem słońca. Miejsce pełne spokoju i jak odkryliśmy, obsługa była bardzo przyjazna i pomocna. Jest bardzo blisko do Swellendam i zaraz przy autostradzie N2, co sprawia, że jest to doskonałe miejsce na wyjazdy weekendowe, można zatrzymać się na noc. Domki są nad rzeką Breede, i jako pierwsze domki SanParks być zbudowane od pomysłu do realizacji w ramach programu "Touch the Earth Lightly". Są to bardzo przytulne drewniane domki z pięknym balkonem, duża przestrzeń dla dwóch osób, z kanapą sypialną w razie potrzeby. Każdy z nich ma pomysłowe małe miejsce do braai. Mieliśmy piękny braai w jeden z wieczorów, mogliśmy oglądać gwiazdy wśród sylwetek ogromnych aloesów, rosnących wokół obozu. Istnieje również wiele kempingów, a powstają wiele nowych wzdłuż rzeki z doskonałymi widokami.
Park powstał w 1931 roku, dzięki inicjatywie grupy lokalnych rolników, którzy już w 1864 roku, zdawali sobie sprawę z konieczności ochrony przed wyginięciem ostatnich Bonteboków. Europejscy osiedleńcy zmniejszyli ich pogłowie z prawdopodobnie kilkuset tysięcy do zaledwie garstki. Najpierw jako park używano tereny w pobliżu Bredasdorp, ale szybko zorientowano się że obszar ten nie sprzyja bontebokom, dlatego w 1960 roku park został przeniesiony do miejsca, gdzie jest obecnie. Park Narodowy Bontebok odgrywa ważną rolę zarówno w zachowaniu gatunku i hodowli Bonteboków dla innych parków, a także zachowanie cennego nadmorskiego renosterveld (rodzaj fynbosu), których większość została zaorana przez okolicznych rolników.
Wczoraj rano obudziliśmy się w naszym osobliwym drewnianym domku, promienie słońca raziły przez okna i ptaki wzywały do wstawania. Po śniadaniu poszliśmy do rzeki Breede w odległości tylko 100 metrów i zostaliśmy powitani przez cztery dorosłe Bontebok i troje dzieci spokojnie pasących się nad brzegiem rzeki. Czuliśmy się tak uprzywilejowany, że zwierzęta te pozwoliły nam zbliżyć się tak blisko (później zdaliśmy sobie sprawę, że są one przyzwyczajone do widoku http://www.blogger.com/img/blank.gifludzi - brak drapieżników czyni je dość odważne). Robiło się gorąco, zapowiadał się w piękny wiosenny dzień, rozkoszując się naszym pierwszym dniem w parku, postanowiliśmy popływać w rzece w obecności jaskółek, zimorodków, pliszek, egipskich gęsi i wikłacz zajętych budową swoich gniazd.
Park Narodowy Bontebok jest rajem obserwatorów ptaków i spełnieniem marzeń dla amatorów fotografii kochających robienie zdjęć przed zachodem słońca. Miejsce pełne spokoju i jak odkryliśmy, obsługa była bardzo przyjazna i pomocna. Jest bardzo blisko do Swellendam i zaraz przy autostradzie N2, co sprawia, że jest to doskonałe miejsce na wyjazdy weekendowe, można zatrzymać się na noc. Domki są nad rzeką Breede, i jako pierwsze domki SanParks być zbudowane od pomysłu do realizacji w ramach programu "Touch the Earth Lightly". Są to bardzo przytulne drewniane domki z pięknym balkonem, duża przestrzeń dla dwóch osób, z kanapą sypialną w razie potrzeby. Każdy z nich ma pomysłowe małe miejsce do braai. Mieliśmy piękny braai w jeden z wieczorów, mogliśmy oglądać gwiazdy wśród sylwetek ogromnych aloesów, rosnących wokół obozu. Istnieje również wiele kempingów, a powstają wiele nowych wzdłuż rzeki z doskonałymi widokami.
Subscribe to:
Posts (Atom)


